25. rocznica rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu to też okazja do wspomnień. Opozycjoniści, którzy brali udział w historycznych rozmowach z ówczesną władzą zgodnie przyznają, że były one dla nich dużym przeżyciem a zarazem wyzwaniem.

Były to czasy wielkich nadziei, ale też obaw. Naszym postulatem była przede wszystkim legalizacja Solidarności, ale nie byliśmy w stanie określić, jaką polityczną cenę przyjdzie nam potem za to zapłacić - wspomina w rozmowie z IAR Janusz Onyszkiewicz, w czasie obrad rzecznik strony opozycyjnej.

Zbigniew Bujak przypomina natomiast ze smutkiem, że Okrągły Stół był chyba ostatnim momentem, w którym solidarnościowa opozycja "była razem". Świadczy o tym fakt, że w obradach wziął udział między innymi Lech Kaczyński. Mieliśmy do siebie pełne zaufanie - podkreśla Bujak.

Władysław Frasyniuk wspomina, że sama droga do Pałacu Prezydenckiego, gdzie stał Okrągły Stół, była dla niego ogromnym przeżyciem. Trasa od płotu do wejścia to były długie kilometry. Najpierw żołnierze, wartownicy, potem szykowni kelnerzy i piękne wnętrza Pałacu. Spędziłem 4 lata w PRL-owskim więzieniu i cała oprawa tamtych rozmów była dla mnie kompletnym szokiem - tłumaczy Frasyniuk.

Przełomowe dla powojennej historii Polski rozmowy rozpoczęły się dokładnie 25 lat temu, 6 lutego 1989 roku. W ciągu dwóch miesięcy obrad stronie opozycyjnej udało się wywalczyć między innymi częściowo wolne wybory do parlamentu i zgodę na dalsze demokratyczne reformy.

Bikont: Tylko siedzieli i rozmawiali

Piotr Bikont, reżyser i publicysta związany z ówczesną opozycją nakręcił podczas obrad film dokumentalny. Praca nie była łatwa, bo - jak sam mówi - trudno było filmować ludzi, którzy tylko siedzą i rozmawiają.

Robiliśmy ten film we dwóch, z Leszkiem Dziumowiczem - mówi Informacyjnej Agencji Radiowej Piotr Bikont. - Jego zdaniem, najciekawsze było to, że dwie do tej pory wrogie sobie strony, po raz pierwszy się spotkały i wzajemnie poznawały. Przedstawiciele ówczesnego rządu bywali zaskoczeni otwartością opozycjonistów.

Piotr Bikont zauważa, że Okrągły Stół, który trwał dwa miesiące, doczekał się sporej liczby anegdot. Pamiętam, jak obrady trwały i trwały, i nie było wiadomo, kiedy się skończą. Korytarzem idą Henryk Wujec i Janusz Onyszkiewicz. Ten drugi mówi: 'Wiesz co, jak dzisiaj wychodziłem, to mój mały synek pyta się mnie: Tato, idziesz na Okrągły Stół? Ja mówię: tak. A on na to: jak będę duży, to też będę chodził na Okrągły Stół!'.

Miller: Czy Kuroń ma rogi, a Michnik prycha siarką?

Szef SLD Leszek Miller, ówczesny członek Biura Politycznego KC PZPR, wspomina w rozmowie z IAR swoją ogromną niepewność co do tego, jak sprawy się potoczą. Wszyscy byli ciekawi wszystkich - mówi i dodaje, że jego bardzo interesował Adam Michnik i Jacek Kuroń, których nigdy nie widział, i zastanawiał się, czy są to postaci z piekła rodem, które prychają siarką i mają rogi na głowach.

Leszek Miller dodaje, że początek obrad był burzliwy, a finał okazał się prawdziwym kompromisem. Najpierw się krzyczy, potem mówi szeptem, aby przejść do normalnego tonu, który po kilku tygodniach kończy się kompromisem - tak też według Leszka Millera wyglądały rozmowy. "Wasz prezydent, nasz premier", jak twierdzi polityk SLD, było praktyczną realizacją próby porozumienia się. 

Dworak: Niepewność do końca

Obecny szef KRRiT Jan Dworak, 25 lat temu uczestnik obrad okrągłostołowych po stronie solidarnościowej, mówi IAR, że atmosfera była gorąca jeszcze przed rozpoczęciem rozmów, bo najpierw toczyły się tajne dyskusje, które miały przygotować samą ideę Okrągłego Stołu. Jan Dworak zaznacza, ze choć strona partyjno-rządowa złamała się i zgodziła na obecność Adama Michnika i Jacka Kuronia, to do końca nie było wiadomo, czy uda się usiąść przy jednym stole.

Jan Dworak dodaje, że po stronie opozycyjnej było głębokie uczucie nieufności do władzy, bo obawiano się tego, że aparat chce zastosować jakiś manewr i nie przystępuje do negocjacji z czystymi intencjami. Podejrzewano - jak wspomina Jan Dworak - że zmiany, które idą, będą pozorne, a na koniec władza obciąży opozycję za fatalny stan gospodarki, która się waliła.

Jan Dworak nie zgadza się z krytykami, którzy zawarty 25 lat temu kompromis nazywają "zgniłym", bo dziś - jak twierdzi - kiedy znamy efekt, łatwo mówić, że trzeba było poczekać, aż PZPR się zawali. Osiągnięto maksimum na tamten czas - zapewnia Jan Dworak.

Kwaśniewski: Udało się dogadać

Był to trudny i fascynujący czas, a powagę tych wydarzeń czuliśmy niemal od samego początku. Tak obrady Okrągłego Stołu wspomina ich uczestnik po stronie rządowej i były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Jak mówi IAR Aleksander Kwaśniewski, już to, że do takich rozmów doszło, można uznać za duży sukces. Spotkały się przy nim dwie zwaśnione strony, ludzie o różnych poglądach politycznych, często wrodzy wobec siebie. A mimo to udało nam się dogadać - tłumaczy.

Jak dodaje Aleksander Kwaśniewski, po obydwu stronach panowało przekonanie, że potrzebne jest porozumienie i radykalne zmiany w państwie. Zwłaszcza dało się to odczuć w naszym obozie, byliśmy pewni, że nie wystarczy już tylko demokratyzacja, ale Polska musi przejść do prawdziwej, pełnej demokracji - podkreśla. Były prezydent przypomina, że polski Okrągły Stół stał się inspiracją dla pokojowego rozwiązywania konfliktów w innych państwach świata.

Aleksander Kwaśniewski był uczestnikiem obrad plenarnych Okrągłego Stołu oraz obrad w Zespole do spraw Pluralizmu Związkowego, w Zespole do spraw Reform Politycznych i w Podzespole do spraw Stowarzyszeń i Samorządu Terytorialnego.