Możemy być zaskoczeni wyborem kogoś trzeciego, bo ważniejszym pytaniem jest, czy przypadkiem do tej funkcji nie powinien znów aspirować abp Józef Michalik? Dlaczego nie mówi się, że w sposób naturalny takim kandydatem jest również obecny zastępca przewodniczącego bp Stanisław Gądecki? Świadczy to o tym, że dziennikarze ślizgają się po tym temacie w sposób publicystyczny i szukają raczej wyrazistych postaci. Udzielił im się pewien styl oceniania szans kandydatów do stanowiska Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, jakby to była rywalizacja polityczna.

Znając realia podejmowania decyzji w Kościele, mogę powiedzieć, że nie ma w nim czegoś takiego jak swobodne wybory. Decyzje personalne podejmowane są po wcześniejszym uzgodnieniu, a kiedy już pojawia się dwóch silnych kandydatów, to w sposób absolutnie konstruktywny sprawa jest rozstrzygana przez całe gremium Episkopatu. I na tym tle nie dojdzie do jakiegoś poważnego dyskursu, np. czy lepsza jest kandydatura kardynała Dziwisza, czy biskupa Głódzia?

Obie kandydatury po części nasuwają się wszystkim same, bo są to postacie wyraziste, choćby ze względu na aktywność, działalność, a także silną symbolikę, która niewątpliwie idzie za kardynałem Dziwiszem.

Mające obecnie miejsce spekulacje nie świadczą o tym, że zostały podjęte w tej sprawie jakieś decyzje, a są przypuszczalnie wyrazem celowego przecieku. Szkoda, że również w Kościele zaczynamy się posługiwać mechanizmami, które są dopuszczalne na poziomie działalności politycznej, a niekoniecznie kościelnej.