W jednej limuzynie ochroniarze, w kolejnej szef rządu, w trzeciej - dwaj, trzej podwożeni gracze. Tak Donald Tusk wybrał się na mecz piłki nożnej, by odstresować się po posiedzeniu rządu. Interesujące, że tym razem znów wygrała drużyna premiera. Ciekawe, dlaczego?
Tusk jeździ na piłkę trzema limuzynami
Jakoś tak się utarło, że drużyna Donalda Tuska schodzi z murawy zwycięska. A premiera wszyscy wskazują jako najlepszego zawodnika - zauważa "Fakt". Tym razem .
- chwali go jeden z graczy.
"Kiedy zaczynamy grę, kończą się konwenanse, nie ma ministrów, posłów, premierów. Są równorzędni zawodnicy, którzy walczą o piłkę. " - mówi jeden z posłów PO grywający z premierem. "Kontuzji więc nie brakuje" - dodaje.
Gdy zawodnicy zdjęli po meczu przepocone koszulki, konwenanse znów zaczęło grać rolę - pisze "Fakt". Znów zaczęło się liczyć, kto jest premierem, kto ministrem, a kto posłem - bo .
Czytaj także: Tak samorządowcy bawią się za nasze
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|