Jakoś tak się utarło, że drużyna Donalda Tuska schodzi z murawy zwycięska. A premiera wszyscy wskazują jako najlepszego zawodnika - zauważa "Fakt". Tym razem ekipa szefa rządu wygrała 4:1.

"Szef rządu zdobył aż dwie bramki" - chwali go jeden z graczy.

"Kiedy zaczynamy grę, kończą się konwenanse, nie ma ministrów, posłów, premierów. Są równorzędni zawodnicy, którzy walczą o piłkę. To twarda, męska gra, a nie treningowa rozgrzewka" - mówi jeden z posłów PO grywający z premierem. "Kontuzji więc nie brakuje" - dodaje.

Gdy zawodnicy zdjęli po meczu przepocone koszulki, konwenanse znów zaczęło grać rolę - pisze "Fakt". Znów zaczęło się liczyć, kto jest premierem, kto ministrem, a kto posłem - bo nie każdy wracał z boiska w rządowym orszaku.

Czytaj także: Tak samorządowcy bawią się za nasze