Według tygodnika, nazywany "cesarzem reportażu" Ryszard Kapuściński miał kontakty z wywiadem PRL od 1965 roku. Ciągnęły się one do 1972, a może nawet do 1977 roku.

Pisarz był traktowany przez wywiad jako kontakt operacyjny. W jego teczce można znaleźć kilka politycznych analiz z krajów, do których jeździł jako reporter. Są nawet pokwitowania na 350 pesos. I charakterystyki ludzi, których Kapuściński spotykał w swojej dziennikarskiej pracy.

"Newsweek" zapytał o zawartość teczki Kapuścińskiego innego znanego dziennikarza, Ernesta Skalskiego, który w przeszłości podpisał zobowiązanie do współpracy z bezpieką przed swoim wyjazdem na stypendium zagraniczne. Skalski twierdzi, że w tych dokumentach wyraźnie widać, iż Kapuściński starał się przekazywać niewiele znaczące informacje. Dbał o to, by jego kontakty z wywiadem nikomu nie zaszkodziły. Wszyscy ludzie, których opisywał, pochodzili z zagranicy. Był jednak jeden wyjątek. Ale ta osoba i tak wyemigrowała z Ameryki Południowej, dlatego była poza zasięgiem bezpieki - podkreśla Skalski.

Dodaje też, że Kapuściński zgodził się na współpracę z wywiadem, bo inaczej nie mógłby jeździć za granicę jako reporter. "Legitymacja oficjalnej agencji państwowej otwierała przed nim liczne drzwi, pozwalała mu występować o wizy, przeprowadzać wywiady z osobistościami całego świata. Gdyby nie praca w Polskiej Agencji Prasowej, nie powstałyby jego najważniejsze książki" - ocenia.

Ryszard Kapuściński zmarł w styczniu tego roku. Został pochowany na warszawskich Powązkach.