Choć Paweł Graś zapewnia, że zrzekł się stanowiska w zarządzie spółki Agenark, gdy został ministrem, jego podpis wciąż pojawiał się na dokumentach firmy.

Poproszony o wyjaśnienie tej sprawy przez prokuraturę, rzecznik rządu oświadczył, że nie pamięta, by podpisywał te dokumenty i być może jego podpisy zostały sfałszowane. Po roku śledztwa okazało się, że były prawdziwe - relacjonuje "Super Express".

Początkowo Graś nie chciał sprawy komentować, podkreślał jedynie, że nie zrobił nic złego. Teraz jednak tabloid podaje, że rzecznik przekazał informację o oddaniu się do dyspozycji Donalda Tuska. Pan premier podejmuje suwerenne decyzje kadrowe - napisał gazecie Graś. Po raz kolejny zapewnił, że nie zrobił nic złego. 

Opozycja jednak domaga się dymisji Grasia, gdyby zarzuty się potwierdziły. Rzecznik rządu musi być jak żona Cezara. Jeśli prawdą jest, że Paweł Graś złamał prawo i kłamał, to musi ponieść konsekwencje. Prokuratura powinna to bardzo dokładnie wyjaśnić - uważa Adam Hofman z PiS.