Szef resortu podkreślił, że budżetowe środki finansowe przeznaczone na sport tylko wtedy przynoszą efekty, gdy są rozsądnie i zgodnie z ich przeznaczeniem wydawane.

- A sposób ich wydawania w poprzednich latach można przyrównać do... jeździectwa. Cechowała go ułańska fantazja, jeździec był bez głowy i tak galopowaliście przez sport. Może będzie osiem, może dziesięć, może czternaście medali, jak się poszczęści. Nie było głębszej koncepcji rozwoju sportu, strategii - zarzucił poprzednikom minister Bańka.

Przyznając, że poprzedni rząd zwiększył pulę środków przeznaczonych na sport, podkreślił, że to nie wystarczy, aby nastąpił prawidłowy rozwój. - Należy je odpowiednio dystrybuować i wydawać. To jest najważniejsze zadanie - powiedział.

Minister podał wiele przykładów negatywnych działań poprzedniego kierownictwa resortu. Za rządów koalicji PO-PSL, resort i jednostki mu podległe były dobrze zarządzanym... biurem podróży - ironicznie skwitował działania resortu. - Jeżdżono m.in. do Teksasu, aby zobaczyć jak rośnie trawa, i ją zainstalować na Stadionie Narodowym. Do Turcji, aby zobaczyć koncert Madonny i później go przygotować w Warszawie - przytaczał przykłady.

"Biuro podróży" w MSiT na wyprawy osób niebędących pracownikami wydało pół miliona złotych. Jeden milion wydano na zakup gadżetów promocyjnych w okresie dwóch lat. Na koncercie Madonny resort stracił 4,5 mln, choć zakupił ponad cztery tysiące biletów za 1,6 mln złotych.

Budżetowe środki w MSiT były wydawane także na spoty telewizyjne, mające przekonać młodzież szkolną do zrezygnowania z unikania zajęć wychowania fizycznego. - Ich produkcja i emisja kosztowała 3,5 mln złotych. Dotychczas nikt nie zbadał, jakie wymierne efekty przyniósł ten projekt - przypomniał Bańka.

Minister wspomniał o 4 mln złotych wydanych na organizację turnieju piłkarskiego o Puchar Donalda Tuska. Jak wynika z analizy dokumentów, taką imprezę można zrobić za kwotę czterokrotnie niższą. - Poprzednie władze resortu przez lata wspierały "swoich" - zarzucił swym poprzednikom Bańka.

- Mam na myśli Szkolny Związek Sportowy, który w ostatnich ośmiu latach otrzymał kwotę 170 mln złotych na funkcjonowanie. To związek, który zajmuje się praktycznie organizacją. Nie ma bowiem trenerów, obiektów sportowych, systemu szkolenia. Właściwie jest pośrednikiem. My nie widzimy potrzeby, aby przy budowaniu sportu dzieci i młodzieży, występowali pośrednicy. Nie będziemy teraz wydawać środków na koncerty Madonny, na podróże do Teksasu - zadeklarował minister sportu i turystyki.

Jego zdniem generalnie nie było właściwego nadzoru nad związkami sportowymi i nad organizacjami turystycznymi. To - zapewnił z sejmowej trybuny szef resortu - zostanie zmienione.