Początek wakacji jest w samorządach wyjątkowo nerwowy. Do końca czerwca radni powinni dać szefom gmin i miast zielone światło na dalsze rządzenie, wydając tzw. absolutorium (z czym wiąże się również przyjęcie przedstawionego radzie sprawozdania budżetowego za poprzedni rok). A z tym w wielu miejscach są problemy.

Kłopoty z uzyskaniem pozytywnej opinii radnych ma np. prezydent Lublina Krzysztof Żuk (PO). Jego zwolennicy przekonują, że radni PiS wykorzystali śmierć jednego z radnych PO, wskutek czego koalicja rządząca nie miała większości. Z kolei radni PiS odpowiadają, że ich pobudki nie mają charakteru politycznego. Wskazują m.in. na niewykonanie przez miasto planowanego poziomu dochodów i wydatków oraz wzrastający deficyt budżetowy (ze 100 do 106 mln zł).

W tarapatach znalazł się także prezydent Zamościa. Tam radni z komisji rewizyjnej uznali, że związany z PiS Andrzej Wnuk niegospodarnie dysponował majątkiem. I to mimo że wcześniej regionalna izba obrachunkowa (RIO) wydała pozytywną opinię o sprawozdaniu. Ale w przeciwieństwie do RIO radni mogli ocenić celowość tych wydatków - co skrzętnie wykorzystali.

Pod górkę ma także Tadeusz Truskolaski, popierany przez PO i rządzący Białymstokiem niemal od dekady. Dziś odbędzie się kolejna sesja rady, na której przegłosowywany będzie m.in. projekt uchwały o nieudzieleniu mu absolutorium.

Podobne sytuacje wystąpiły w Elblągu, Rudzie Śląskiej i Kołobrzegu. Tego rodzaju rozgrywki polityczne pomiędzy radnymi (zazwyczaj PO i PiS) mogą mieć poważne konsekwencje. Zgodnie z ustawą o samorządzie gminny uchwała rady gminy w sprawie nieudzielenia wójtowi absolutorium "jest równoznaczna z podjęciem inicjatywy przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania wójta". Uchwałę o przeprowadzeniu referendum radni mogą podjąć w ciągu dwóch tygodni od czasu nieudzielenia absolutorium włodarzowi gminy.

Zagrożeni prezydenci wskazują też na realne konsekwencje finansowe. Przed głosowaniem prezydent Lublina Krzysztof Żuk ostrzegał, że nieprzyjęcie sprawozdania za zeszłoroczny budżet może spowodować wypowiedzenie miastu umowy kredytowej przez Europejski Bank Inwestycyjny. A to z tych właśnie środków sfinansowana ma być budowa dwóch szkół.

Eksperci zwracają uwagę, że tego rodzaju konflikty pojawiają się o tej porze roku w samorządach, gdy radni wystawiają „cenzurkę” wójtom, burmistrzom i prezydentom miast. Ale po ostatnich wyborach parlamentarnych sytuacja się zaostrzyła, a walka Platformy z PiS przeniosła się na szczebel lokalny. Dla partii Jarosława Kaczyńskiego samorządy to łakomy, choć wciąż niezdobyty kąsek. Z kolei dla PO i jej koalicjantów (głównie PSL) regiony to ostatni bastion kurczącej się strefy ich politycznych wpływów po wygranej PiS w wyborach parlamentarnych.

Co nie znaczy, że sytuacja wkrótce nie ulegnie zmianie. PiS wdraża odgórnie wiele rzeczy, które w dużym stopniu dotyczą samorządu, m.in. program 500 plus, reformy edukacyjne czy zdrowotne. Wiele z tych zmian budzi kontrowersje wśród lokalnych włodarzy, co w efekcie może osłabić PiS w regionach - przewiduje Grzegorz Makowski z Fundacji Batorego. 

psav linki wyróżnione