Według francuskiej gazety, Polska liczy na to, że "w ciągu kolejnych sześciu miesięcy wymaże wyraźną reputację siewcy zamętu, którą zyskała sobie za rządów braci Kaczyńskich".

Centroprawicowy dziennik podkreśla, że - mimo zmniejszenia się znaczenia rotacyjnej prezydencji po wejściu w życie Traktatu z Lizbony - rząd Donalda Tuska ma ambicję pokazania w ciągu tego półrocza, że Polska "ma dziś rolę do odegrania wśród największych państw" Europy. "Ten przekaz jest skierowany za granicę, ale także do polskich wyborców, którzy tej jesieni będą wybierać przedstawicieli swojego parlamentu" - dodaje "Le Figaro". Zdaniem gazety, żaden z trzech priorytetów, które wyznaczyła sobie Polska, "nie będzie łatwy do realizacji".

"Arabska wiosna przeciwdziała ambicjom Warszawy w dziedzinie Partnerstwa Wschodniego" - zauważa dziennik, którego zdaniem Polska będzie musiała bardzo mocno walczyć, aby zachować obecny poziom funduszy unijnych na to Partnerstwo. "Pokusa protekcjonizmu, która rozpowszechnia się w Europie, może zahamować drugi z priorytetów: integrację wspólnego rynku europejskiego w celu zwiększenia wzrostu gospodarczego" - dodaje "Le Figaro".

Podkreśla, że obecna debata nad porzuceniem energetyki jądrowej może także "negatywnie obciążyć" trzeci z priorytetów tej prezydencji, czyli wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego. "Na wzór innych państw Europy Środkowej Polska chce zmniejszyć swoją zależność od Rosji, w chwili gdy wielu ekspertów zachodnich twierdzi, że niezawisłość energetyczna Europy jest niemożliwa do osiągnięcia i że Rosja pozostanie koniecznym dostawcą gazu" - dodaje "Le Figaro".

W przekonaniu gazety, także kwestia umocnienia unijnej obronności, podnoszona przez rząd Tuska, nie ma dużych szans na znaczny postęp za polskiej prezydencji. "Wyciągając wnioski z konfliktu libijskiego, który dowiódł właśnie, że wspólna europejska obronność nie istnieje, rząd polski jest zwolennikiem refleksji nad stworzeniem wspólnego dowodzenia UE-NATO" - twierdzi francuski dziennik.