Oburzenie Grecji i wyraźny sprzeciw pozostałych krajów UE nie powstrzymał Niemców od forsowania powołania specjalnego komisarza, który miałby kontrolować grecką politykę fiskalną. Gdy opadły emocje po poniedziałkowym szczycie, pomysł powrócił jak bumerang.

Komisarza miałaby mianować Eurogrupa. Jego uprawnienia to decydujący głos w sprawie dochodów, wydatków budżetu i polityki podatkowej. W ubiegły piątek rząd w Berlinie opisał go w liście rozesłanym do stolic europejskich. Wydawało się jednak, że po ostrej reakcji kanclerz Angela Merkel go zarzuci. Wzburzenia nie kryli nie tylko Grecy, lecz także przywódcy państw bliskich zazwyczaj Niemcom, jak Austria czy Luksemburg. Propozycję własnego rządu skrytykował też przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Padały już inteligentniejsze propozycje. Cokolwiek się dzieje, nikt nie powinien robić wrażenia, że elementem ratowania strefy euro będzie eliminacja suwerenności Grecji - mówił Martin Schulz.

„Wall Street Journal” twierdzi jednak, że Niemcy bynajmniej nie zrezygnowali z pomysłu przydzielenia Grekom nadzorcy. Nadzór jest potrzebny, jeśli państwo nie wypełnia zobowiązań – mówiła kanclerz Merkel w poniedziałkowy wieczór na szczycie UE. Grecja musi poprawić wdrażanie uzgodnień. Obecnie, nawet gdy grecki parlament przyjmuje jakieś prawo, nic się nie zmienia – dodawał cytowany przez „WSJ” anonimowy doradca szefowej niemieckiego rządu.

Berlin jest zirytowany wieloma niezrealizowanymi obietnicami. Choćby dokonaniem czystki w służbie publicznej. W 2011 r. pracę miało stracić 30 tys. urzędników. Stosowne przepisy zostały uchwalone, jednak w efekcie zwolniono jedynie tysiąc osób. Podobnie zobowiązania dotyczące otwarcia części zamkniętych do tej pory zawodów. W Grecji było ich 167, wśród nich takie, jak fryzjer czy piekarz. Atenom daje to siódme miejsce w UE (niechlubnym liderem jest Polska). Choć prawo zostało zmodyfikowane, zwyczaje pozostały bez zmian.

Z drugiej jednak strony Grecy mają dość pouczeń ze strony Berlina. Tym bardziej że już teraz wszelkie kroki gospodarcze muszą konsultować z trojką (MFW, EBC, Komisja Europejska), w której skład wchodzi dwóch Niemców i Duńczyk. Przypominają, że nie tylko oni są winni tragicznej sytuacji gospodarczej. To właśnie Niemcy najbardziej zyskały pod względem ekonomicznym po wprowadzeniu euro kosztem konkurencyjności gospodarek Południa, których eksport wraz z wprowadzeniem wspólnej waluty się załamał. To wreszcie niemieckie banki, do spółki z francuskimi, pożyczały Grecji miliardy euro bez refleksji, czy odzyskają przekazane pieniądze.

Przez to w Helladzie narasta potężny sprzeciw wobec niemieckich propozycji. Nasi przyjaciele z Niemiec chcą nam przysłać gauleitera. Najpierw wysyłali nam królów (pierwszym królem odrodzonej Grecji był Otto z bawarskiej dynastii Wittelsbachów – red.), a teraz pochodząca z NRD Merkel będzie nas uczyć demokracji – napisał w liście do dziennika „Ta Nea” czytelnik Sterjos Bakas.