Rosja planuje operację na pełną skalę przeciw integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy - napisał do przedstawicielstw państw UE w Brukseli ukraiński ambasador Kostiantyn Jelisiejew. Kopia dokumentu, którym dysponuje DGP, nie pozostawia złudzeń: Kijów spodziewa się wojny, której celem jest rozszerzenie granic Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej (DNR i DRL). W skrajnym scenariuszu - przebicie korytarza łączącego je z Krymem.

Według Jelisiejewa za tezą o operacji na pełną skalę szykowanej przez Rosjan przemawiają nasilenie regularnych lotów zwiadowczych nad Ukrainą, przerzucanie ludzi i sprzętu do Donbasu i wojenna retoryka Kremla. Ambasador apeluje o podjęcie prewencyjnych kroków w celu zapobieżenia krwawej katastrofie w sercu Europy.

Oceny Jelisiejewa pokrywają się z tym, co od pewnego czasu przekazuje amerykańska dyplomacja. Ambasador USA przy ONZ Samantha Power poinformowała, że od 9 listopada w kierunku linii dzielącej siły ukraińskie i separatystów przemieściło się 17 nieoznakowanych ciężarówek, w rejonie Doniecka znalazły się 43 nowe pojazdy wojskowe oraz kolumny rosyjskich czołgów i artylerii. O przerzucie ciężkiego sprzętu i żołnierzy w mundurach bez oznaczeń informowały również OBWE i NATO.

Obecnie na Ukrainie trwa formowanie nowej koalicji rządowej po przeprowadzonych 26 października wyborach do Rady Najwyższej. Premierem pozostanie Arsenij Jaceniuk. Według Jelisiejewa wywołanie wojny w Donbasie ma zerwać proces formowania nowej Rady i rządu, a w efekcie zaprezentować Ukrainę jako państwo upadłe.

List, którym dysponujemy, potwierdza, że odmrożenie konfliktu jest wariantem poważnie rozpatrywanym w ukraińskich kręgach rządowych. Scenariusz, w którym Ukraina będzie prezentowana jako Libia, państwo podzielone i upadające, jest i będzie stałym elementem polityki rosyjskiej komentuje w rozmowie z DGP ukraiński politolog Andrij Doroszenko. – Tylko odbicie Donbasu wytrąciłoby Kremlowi instrument nacisku na władze w Kijowie. Taki wariant jest jednak mało realny – dodaje.

Jeszcze do niedawna ukraińscy analitycy przekonywali nas, że władze ukraińskie, podpisując we wrześniu porozumienie w Mińsku, kupują sobie czas. Umowa zakładała nadanie specjalnego statusu części Donbasu kontrolowanej przez separatystów (reguluje to specjalna ustawa). W praktyce status ten oznacza zgodę na niezależność DNR i DRL. W tym kupionym czasie Ukraina miała odbudować swoje siły zbrojne - niemal całkowicie rozbite po sierpniowej bitwie pod Iłowajskiem - i przeprowadzić ofensywę na wzór chorwackiej operacji "Burza", która w 1995 r. pozwoliła odbić z rąk serbskich Krajinę.

Rosjanie, angażując Kijów w nowe walki - nawet na ograniczoną skalę - są w stanie skutecznie zrujnować budżet ukraiński i uniemożliwić jakiekolwiek reformy. W tym reformę armii. Od początku roku rezerwy walutowe kraju skurczyły się o ponad 20 proc. Miejscowa waluta od 1 stycznia 2014 r. osłabła o prawie 75 proc. W warunkach wojny będzie jeszcze gorzej.

W wariancie minimum Rosjanom może obecnie chodzić o zajęcie kontrolowanego przez Ukraińców lotniska w Doniecku i przejęcie kontroli nad strategicznym węzłem kolejowym w nieodległym Debalcewe. W wariancie maksimum mogą próbować przebić korytarz na południu Donbasu od Nowoazowska, przez Mariupol, aż do Półwyspu Krymskiego. W najczarniejszym scenariuszu (oprócz opisanych wcześniej) może chodzić o rozszerzenie granic DNR i DRL o tereny odbite latem przez armię ukraińską, a wcześniej kontrolowane przez separatystów. Chodzi między innymi o miasta Kramatorsk i Słowiańsk.

Na dzisiejszym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych 28 państw UE Ukraina będzie tematem numer jeden. Posiedzeniu będzie przewodniczyć po raz pierwszy nowa szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini.

Poroszenko w Warszawie o Donbasie

Na zakończonym wczoraj spotkaniu G20 w australijskim Brisbane prezydent USA oraz premierzy Australii i Japonii potępili rosyjskie działania na wschodzie Ukrainy. Kwestia Donbasu będzie również omawiana na planowanym spotkaniu Bronisława Komorowskiego i Petra Poroszenki w Warszawie. Podczas szczytu G20 Władimir Putin znalazł się w bezprecedensowej izolacji. Przywódcy obradujący w Brisbane dali jasno do zrozumienia, że kolejna ofensywa na wschodzie Ukrainy będzie się wiązała z nowymi sankcjami nakładanymi na Rosję.

Również w weekend ukraiński prezydent wydał dekret, na mocy którego wycofano wszelkie finansowanie dla instytucji budżetowych działających na terenach obwodu donieckiego i ługańskiego kontrolowanych przez separatystów. Pieniądze z państwowej kasy przestały płynąć m.in. do szkół i szpitali. W ciągu miesiąca zostaną również zakończone wszelkie operacje prowadzone na tych terenach przez ukraiński bank centralny. W ten sposób praktycznie rozmontowano specjalny status Donbasu uchwalony na mocy ustaw przyjętych we wrześniu tego roku.

ZOBACZ TAKŻE: Miliarder ostrzega przed Putinem: "Rosja to państwo mafijne">>>