Liderka skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen już wezwała, aby Francja przestała przyjmować jakichkolwiek migrantów.

Podobnie jak po styczniowym zamachu na redakcję "Charlie Hebdo", tak i teraz część paryskich muzułmanów chętnie prezentuje przed kamerami kartki z napisami "Not in my name". Paryscy muzułmanie podkreślają, że tzw. Państwo Islamskie wcale nie reprezentuje islamu.

Ludzie powinni poznać islam. Powinni udać się do nauczycieli w meczetach. Wtedy dowiedzą się, że nasi duchowni nie podzielają poglądów tych, których nazywamy ekstremistami i których nie uważamy za muzułmanów - mówi wysłannikowi Polskiego Radia Ali, który 7 lat temu przyjechał do Paryża z Tunezji.

Muzułmanie we Francji nie ukrywają, że obawiają się odwetów za ostatnie zamachy. Kamal, który pochodzi z Maroka twierdzi, że coraz więcej Francuzów jest wrogo nastawionych do migrantów z krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Mam nadzieję, że Francuzi zmienią filozofię i nie będą już mieszać muzułmanów z terrorystami. Trzeba rozróżnić między prawdziwym, wiernym muzułmaninem a terrorystą czy ekstremistą - dodaje Kamal.

Jak relacjonuje z Paryża specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, w paryskich meczetach od kilku dni organizowane są modlitwy za ofiary piątkowych zamachów.
Francja ma największy w Europie odsetek muzułmanów, a w żadnym innym mieście nie mieszka tylu wyznawców islamu co w Paryżu. Liczbę muzułmanów we francuskiej stolicy szacuje się na 1,7 miliona. To głównie imigranci z Afryki Północnej.

Północne i północno-wschodnie przedmieścia Paryża okryte są złą sławą, a od kilku miesięcy stały się też potencjalnym miejscem werbunku nowych dżihadystów dla tzw. Państwa Islamskiego.