Reagując na protesty i obawy mieszkańców, jak i polityków opozycji, Hidalgo nazwała otwarcie obozu "obowiązkiem solidarności i odpowiedzialności".

Obóz mieszczący się w dawnej hali naprawczej kolei przyjmie początkowo 400 mężczyzn, a po zakończeniu wszystkich prac - 600. Jest przeznaczony wyłącznie dla mężczyzn, którzy jeszcze nie zgłosili się do władz francuskich. Inni - zapewniła mer - skierowani zostaną do odpowiednich struktur państwowych i samorządowych. - Nikt nie odejdzie z kwitkiem – obiecała. Obóz ma zapewnić nie tylko kwaterę, ale też opiekę lekarską, psychologiczną, administracyjną i doradztwo zawodowe. Znajdą się tam również pomieszczenia sportowe i rekreacyjne. Czas pobytu w obozie wynosić ma od 5 do 10 dni.

Koszty inwestycji to 6,5 miliona euro, w 80 proc. pokrywa je miasto.

Podobny obóz dla 350 samotnych kobiet i matek z dziećmi ma powstać w Paryżu na bliskim przedmieściu Ivry, na terenach dawnych filtrów.

Kierowanie obozem Ratusz powierzył organizacji Emmaus Solidarite. Pracować w nim będzie 200 osób oraz liczni wolontariusze.

Mer Paryża podkreśliła, że miasto "od dwóch lat zmaga się z kryzysem migracyjnym". Codziennie napływają tu dziesiątki osób. - Dzikie obozowiska w mieście urągają godności ludzkiej i grożą niebezpieczeństwem zarówno migrantom, jak i mieszkańcom – tłumaczyła, dodając, że obóz przejściowy jest konieczny, gdyż ”łatwiej jest codziennie zaopiekować się 25 osobami, niż 175 raz na tydzień”.

Mer Paryża i obecna na konferencji minister gospodarki mieszkaniowej Emmanuelle Cosse zapewniały, że opieka nad uchodźcami nie odbywa się niczyim kosztem. Hidalgo powiedziała, że obóz ma działać przez 18 miesięcy, po czym przeprowadzona zostanie renowacja i zagospodarowanie terenu, na którym się znajduje.

Z wyjątkiem dawnej hali obóz zbudowany został z elementów, które mogą być rozmontowane i ponownie wykorzystane, "w tym samym celu gdzie indziej", jak powiedział architekt projektu Julien Beller.

Paryski ”ośrodek pierwszego kontaktu”, jak brzmi oficjalna placówki, jest pierwszym w Europie obozem dla uchodźców, usytuowanym w centrum wielkiego miasta.

Mer Paryża o planach utworzenia obozu powiadomiła w maju, kiedy policja zlikwidowała obozowisko w XVIII dzielnicy Paryża. Przeniosło się ono kilkaset metrów dalej, na brzeg kanału św. Marcina i pod wiadukt metra przy stacji Jaures. Policja dwa razy, w lipcu i sierpniu, usuwała koczujących tam cudzoziemców, głównie Afgańczyków i Kurdów z Syrii i Iraku.

Minister Cosse poinformowała, że w nocy z poniedziałku na wtorek podpalono przeznaczony na podobny obóz budynek w Forges-les-Eaux w Normandii, ok. 100 km od Paryża. Hidalgo napiętnowała ten czyn.

Dzielnica, w której powstaje obóz, zamieszkana jest w dużej części przez imigrantów z Afryki Północnej i z Azji Południowo-Wschodniej. W wywiadach z mieszkańcami nadawanych przez radio i zamieszczanych w gazetach najczęściej przeważa niechęć wobec projektu, nawet u tych, którzy „rozumieją trudną sytuację i rozpacz uciekinierów”.

Zapytana, co myśli o pożarze w Forges-les-Eaux, Hidalgo uznała, że dziennikarze, którzy po tej konferencji opublikują wywiady z niechętnymi mieszkańcami, zajmą stanowisko polityczne. - A my będziemy kontynuować naszą robotę – podkreśliła.