"Niech nikt nawet nie drgnie!" - krzyknął kierowca, gdy autobus przebił barierkę na górskiej drodze w Szwecji i zawisł nad przepaścią, niebezpiecznie się kołysząc. Przerażeni pasażerowie w bezruchu godzinę czekali na pomoc.
Wyglądało to niczym scena z filmu przygodowego. Wiszący na skraju górskiej drogi, skrzypiący i kołyszący się na wietrze autobus. W środku bladzi z przerażenia ludzie, sparaliżowani strachem. A pod nimi kilkudziesięciometrowa przepaść.
Na szczęście ratownicy zachowali zimną krew. Nie mogli wejść do autobusu i wyprowadzić pasażerów, bo pojazd w każdej chwili mógł runąć z urwiska. Zamiast czekać na specjalistyczny dźwig, pobiegli do pobliskich zabudowań. Tam znaleźli... koparkę. Podjechali nią, ostrożnie wzięli autobus na hol i wyciągnęli na drogę.
Ocaleni pasażerowie padali ratownikom w objęcia. Nie wiedzieli, jak im dziękować. Wszyscy wyszli z tej mrożącej krew w żyłach przygody bez szwanku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|