Dodatkowe szczepienia to presja czy konieczność
Z roku na rok przybywa szczepień, które zaleca dzieciom Ministerstwo Zdrowia. Lekarze muszą informować o nich, nie potrafią jednak jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy każde szczepienie jest konieczne. Dezorientację rodziców potęgują agresywne kampanie reklamowe szczepionek.
- Chłopczyk dostał szczepionkę i zmarł
- Przepychanki po darmowe szczepionki
- Polacy boją się szczepień przeciwko grypie
- Reklama-horror straszy matki
- Prywatny lekarz drogi, ale poszukiwany
- Za darmo szczepią maluchy przeciwko sepsie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Książeczka zdrowia 3-letniej Marty pełna jest wpisów o przebytych szczepieniach. Część z nich to szczepienia obowiązkowe, ale sporo miejsca zajmują nazwy specyfików, które chronią przed zakażeniami znanymi mamie Marty z mediów, na przykład pneumokokami czy meningokokami. ”Co roku słychać o dzieciach, które zmarły z powodu sepsy, skoro mogę chronić przed tym córkę, dlaczego mam tego nie zrobić” - mówi mama Marty.
Podobne decyzje muszą podejmować wszyscy rodzice. Z jednej strony są bombardowani informacjami na temat nowych zagrożeń chorobami, z drugiej strony nie dysponują rzetelną wiedzą na temat skuteczności i ryzyka dodatkowych szczepień.
Problem jest tym większy, że koszt tych szczepień sięga kilku tysięcy złotych. Wielu rodziców na to nie stać. Skarżą się, że odczuwają ze strony lekarzy presję.
Z kolei lekarze przyznają, że obowiązek informowania o zalecanych szczepieniach ich samych często stawia w trudnej sytuacji. ”Pracuję w dzielnicy, gdzie mieszkają raczej biedne osoby. Niezręcznie się czuję, gdy mówię im o jakiejś szczepionce, skoro wiem, że ich na nią nie stać” - mówi jedna z warszawskich lekarek rodzinnych.
A rodzice, którzy nie zdecydują się na kupienie szczepionki, mają poczucie winy, że oszczędzają na dziecku. To poczucie utrwalają w nich agresywne reklamy firm farmaceutycznych.
Nic dziwnego, że fora internetowe aż huczą od pytań: szczepić czy nie? ”Moje dzieci są nosicielami jednego rodzaju pneumokoka i jedna lekarka stwierdziła, że trzeba je
zaszczepić,
a druga jest zdecydowanie przeciwna i mówi, że na świecie powoli wycofują się z tych szczepień. Teraz to ja już jestem głupia i nie wiem co robić” - żali się na jednym z
forów Magda. W podobnej sytuacji była Joanna z Warszawy, matka dwójki dzieci. ”Kiedy trzy lata temu urodził się Janek, lekarz porównywał szczepienia przeciw pneumokokom do sytuacji,
w której przy każdym wyjściu z domu zakładałabym dziecku kask, bo a nuż coś mu spadnie na głowę. Kiedy rok później urodziła się Olga, ten sam lekarz mówił, że ta szczepionka jest
absolutnie niezbędna”
- opowiada.
W rezultacie ostateczny wybór należy do rodziców. – Ważne, by mieli na ten temat rzetelną informację – zwraca uwagę ręce dr Jolanta Bogdańska, pediatra z Warszawy.
Ale trudno o taką informację, bo lekarze mocno różnią się poglądami na temat dodatkowych szczepień. Jedni je popierają, inni przestrzegają, by nie ulegać presji. ”Szczepionka przeciw pneumokokom została wynaleziona dla 4 - 5 proc. dzieci, które mają deficyty immunologiczne, to że jest tak popularna to zasługa skuteczności PR koncernów farmaceutycznych” - przekonuje pediatra Wojciech Ozimek. Jego zdaniem przed podjęciem decyzji o szczepieniu należy rozsądnie rozważyć, czy dziecko jest w grupie ryzyka. Niepokoi go też, zbyt duża dawka szczepień podawana dzieciom w pierwszym półroczu życia. ”Niemowlęta mogą to źle znosić” - ocenia.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!