Ostatnia posługa okazała się ważniejsza niż prawo. Polski franciszkanin, który wpadł na radar włoskiej drogówki, nie zapłaci mandatu, bo spieszył się do umierającego człowieka. Duchowny pędził ponad 100 km/h, ale sąd darował mu karę.
Normalnie franciszkanin musiałby zapłacić nawet tysiąc euro mandatu (ponad 4 tysiące złotych). Bo dwukrotnie przekroczył dopuszczalną prędkość. Ale sąd w miejscowości Foligno stwierdził: istniało ryzyko, że umierający wierny doznałby "ciężkiej i nieodwracalnej krzywdy", gdyby franiciszkanin się spóźnił. Dlatego duchowny mógł przekroczyć dozwoloną prędkość.
Zakonnik wpadł na radar 13 listopada 2006 roku. Wtedy nie pomogły mu tłumaczenia. Drogówka wlepiła mu mandat. Ale Polak nie zamierzał się poddawać. Odwołał się do sądu i wygrał.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|