Dziecko mogło umrzeć przez biurokrację
Szanowny Panie Sylwestrze Lipski, zapotrzebowanie nie może być zrealizowane ze względu na brak pieczęci - w taki sposób urzędnicy z Ministerstwa Zdrowia zwrócili się do śmiertelnie chorego 8-letniego chłopca z Kołobrzegu, odmawiając mu przyznania lekarstwa ratującego życie - pisze "Głos Koszaliński".
- Dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka: Jest korupcja
- Dobro dziecka na wokandzie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sylwek jeszcze kilka miesięcy temu był radosnym, energicznym chłopcem. Śmiertelna choroba spowodowała, że dzisiaj wegetuje jak roślina - czytamy w dzienniku. "Najpierw lekarze z Koszalina i Kołobrzegu nie mogli postawić właściwej diagnozy" - opowiada matka chłopca Katarzyna Lipska. "Dopiero w lutym ustalono, że synek choruje nie na zapalenie mózgu, tylko na adrenoleukodystrofię. Jedyny specyfik, który może mu uratować życie, to tzw. olej Lorenza" - wyjaśnia.
Kolejne miesiące to dla Katarzyny Lipskiej koszmar. Rozpoczęła starania o specyfik, który w Polsce jest niedostępny. Trzeba go sprowadzać z zagranicy. "To była walka z czasem" - relacjonuje. "Olej miał załatwić lekarz z Centrum Zdrowia Dziecka. Okazało się jednak, że nie może tego zrobić, bo synek nie jest pacjentem szpitala. W gdańskim hospicjum, do którego trafił Sylwek, tłumaczyli, że lek musi sprowadzić Warszawa" - opowiada.
Stan chłopca pogarszał się z tygodnia na tydzień. W końcu Katarzyna Lipska wysłała pismo z prośbą o olej, podpisane przez kołobrzeskiego pediatrę, do Ministerstwa Zdrowia. Jednak urzędnicy ministerstwa odmówili przyznania leku z powodu braku pieczątki szpitala, który leczy chłopca. Jak wyjaśnia gazeta, nikt takiej pieczątki nie przystawił, bo Sylwek nie jest pacjentem żadnego szpitala. Po powrocie z hospicjum, leży w domu.
W ratowanie Sylwka włączyły się zupełnie obce osoby z całej Polski. Jednym z najbardziej zaangażowanych okazał się Leszek Majda z wydziału spraw społecznych Urzędu Miasta w Kołobrzegu. To on odnalazł chorego na adrenoleukodystrofię Maćka z Częstochowy i skontaktował się z jego rodzicami. Dzięki temu w ciągu kilku dni sprowadzono kilka butelek oleju Lorenza. Za lek zapłacili sponsorzy - informuje "Głos Koszaliński".





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!