Rzecznik prezydenta miasta Tomasz Misiak relacjonuje: Przez osiem lat na podstawie umowy z policją przelewaliśmy na jej konto od 800 tys. do 1,2 mln zł rocznie. Pieniądze miały być przeznaczone właśnie na zatrudnienie nowych funkcjonariuszy. Jak się okazało, nie były.

Pierwsze sygnały o nieprawidłowościach pochodziły od samych policjantów, którzy przesłali do ratusza anonimowe listy. Wynikało z nich, że w Zielonej Górze jest dwa razy więcej nieobsadzonych etatów dzielnicowych niż w sąsiednim Gorzowie, którego władze nie dopłacają do tego nawet złotówki.

Poprosiliśmy komendanta wojewódzkiego o informacje, ile jest wakatów, ale odmówił odpowiedzi. Argumentował, że nie przedstawiliśmy ważnego interesu społecznego – ciągnie Tomasz Misiak.

Co więcej, komendant Leszek Marzec (od niedawna komendant wojewódzki w Opolu) złożył skargę na prezydenta miasta do radnych. Policja „odtajniła” dane dopiero pod naciskiem lokalnych mediów. Nieoficjalne informacje były prawdziwe. Mimo samorządowych dotacji etatów nie przybyło. Rajców rozzłościło najbardziej to, że w Zielonej Górze na 39 dzielnicowych 18 opłacał samorząd, a w Gorzowie pracowało ich 46, choć żadnego nie finansowała gmina. W tym roku nie przekazaliśmy ani złotówki, bo policja nie wywiązywała się ze swojej części umowy – wyjaśnia Misiak. Urzędnicy miejscy obliczyli, że na opłacaniu fikcyjnych etatów dzielnicowych mogli stracić nawet 8 mln zł.

Komendant główny Marek Działoszyński zdecydował o wysłaniu do województwa lubuskiego kontroli. Od poniedziałku wszystkie materiały w tej sprawie są przeglądane na miejscu przez funkcjonariuszy z komórki kontrolnej – mówi Krzysztof Hajdas z zespołu prasowego KGP.

Jeżeli pieniądze od samorządu nie były przeznaczane na etaty, to jak zostały spożytkowane? Zgodnie z prawem były one w gestii komendanta wojewódzkiego policji i mógł nimi niemal dowolnie dysponować. Według autorów anonimów fundował z nich nagrody dla kadry kierowniczej lubuskiej policji.