Z początkiem roku nadmorska gmina Władysławowo przestała być miastem, a stała się gminą miejsko-wiejską. Musieliśmy uporządkować sprawy meldunkowe, bez tej zmiany konieczna byłaby zmiana dokumentów ponad 4 tys. mieszkańców - wyjaśnia w rozmowie z DGP wiceburmistrz Wiesława Karczewska. Bardzo ważną przyczyną tej zmiany była również kwestia funduszy unijnych. Przed 1 stycznia wieś Chałupy była formalnie częścią miasta Władysławowo, które liczy 15 tys. mieszkańców, i dlatego nie mogła korzystać z funduszy unijnych skierowanych na wieś. Teraz dla mieszkańców Chałup i siedmiu innych miejscowości naszej gminy taka możliwość się otworzy - wyjaśnia urzędniczka. Podobną operację, czyli zmianę statusu z gminy miejskiej na miejsko-wiejską, dokonano rok temu w leżącej na Pomorzu Czarnej Wodzie.

Ale miejscowości, które wcale nie chcą być miastami, jest więcej. Leżące na Opolszczyźnie Dobrzeń Wielki czy Pokój mogłyby zyskać prawa miejskie, w każdej z nich mieszka ponad 5 tys. mieszkańców. I choć jeszcze w latach 90. toczyła się taka debata, to obecnie zupełnie wygasła. Podobnie jest w liczącej blisko cztery tysiące osób, także opolskiej, Jemielnicy. Choć powstała prawie 800 lat temu, to do zmian mieszkańcom niespieszno. Bycie miastem oznacza mniej pieniędzy z dotacji edukacyjnej - tłumaczy jeden z gminnych samorządowców. Dodatkowo oczywiście dochodzi możliwość korzystania z dotacji unijnych zaprogramowanych specjalnie dla terenów wiejskich.

A tych w obecnie zaczętej perspektywie budżetowej jest sporo. W przyjętym w grudniu "Programie rozwoju obszarów wiejskich na lata 2014–20" zakontraktowano 8,6 mld euro z kasy UE oraz 4,9 mld euro z funduszy krajowych. To, jak doskonale wiemy, ostatnie tak duże środki pomocowe dla Polski. Warto z nich skorzystać. My już jako wieś i gmina wiejska dzięki dotacjom dokonaliśmy rewitalizacji zabytkowego drewnianego kościółka, wybudowaliśmy parking oraz doprowadziliśmy kanalizację do niemal wszystkich domów w całej gminie - chwali się Tadeusz Kobiela, wójt gminy Sierakowice na Kaszubach, które również bez większych problemów mogłyby się przekształcić w miasto.

Tylko na ten ostatni projekt gmina zdobyła ponad 750 tys. zł dofinansowania z Unii. Z nowego budżetu chcielibyśmy zaś zbudować technologie do ekologicznego usuwania odpadów oraz wreszcie popracować nad infrastrukturą drogową i kolejową w naszej gminie. Dopiero wtedy możemy pomyśleć nad tym, by zostać miastem. Czyli najprędzej za pięć lat - dodaje wójt Sierakowic.

Ekonomiczne przesłanki stoją także za planami Kosarzysk, czyli dzielnicy Piwnicznej-Zdroju, które chciałyby odłączyć się od uzdrowiska i stworzyć własne wiejskie sołectwo. Dzięki temu mieszkańcy mogliby zdobyć unijne dodatki rolne i do gospodarstw agroturystycznych, które mogą działać tylko na terenach wiejskich. To, czy dana miejscowość może stać się miastem, jest dokładnie sprecyzowane w przepisach. Musi mieć m.in. odpowiedni charakter zabudowy i gospodarkę, która nie opiera się na rolnictwie - tłumaczy Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich. Czemu obecnie wsie nie chcą być miastami? Powody są trzy: większa subwencja oświatowa dla terenów wiejskich, więcej środków unijnych i wreszcie tradycja oraz zwyczaj, że nie wszystkim spieszy się do zmian.

W ciągu ostatnich czterech lat zaledwie osiem wsi stało się miastami. Jedną z nich jest wielkopolska Chocz, która miastem jest od nieco ponad dwóch tygodni. Ale to też jest w dużej mierze związane z unijnymi dotacjami. Chocz jeszcze w XIX w. była miastem, prawa miejskie zostały więc przywrócone. W ten sposób łatwiej będzie nam pozyskać fundusze unijne - tłumaczy Eugeniusz Markiewicz, który odpowiada tu właśnie za pozyskanie unijnych środków i promocję. Dzięki temu zabiegowi wciąż mamy dostęp do funduszy wiejskich (miasto liczy niecałe 2 tys. mieszkańców), ale będziemy mogli również sięgać po fundusze przeznaczone dla miast.

ZOBACZ TAKŻE: Wieś bez Biedronek. O gminie, co marketów nie chciała>>>