Dziennik Gazeta Prawana logo

Mieszkańcy i władze gminy nie chcą Biedronki. Ale ta wchodzi tylnymi drzwiami...

4 sierpnia 2015, 09:20
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Joanna Solska
Joanna Solska/Newspix
Ani mieszkańcy ani władze gminy nie chcą u siebie Biedronki. Tymczasem sieć wchodzi do Sierakowic tylnymi drzwiami, przy akceptacji starosty. Po co więc samorząd, skoro ignorowane są jego decyzje? - pyta w "DGP" Joanna Solska. 

Rada gminy, wójt oraz mieszkańcy kaszubskiej gminy Sierakowice zadają sobie to pytanie od 11 lat. Pierwsza próba otwarcia w miasteczku dyskontu miała bowiem miejsce w 2004 r. Wtedy powiedzieli stanowcze "nie". Takich inwestycji nie przewiduje też ich lokalny plan zagospodarowania przestrzennego. Ale "żarłoczny owad", jak mówią o niechcianej sieci, nie rezygnuje. Zanosi się na to, że - mimo ich sprzeciwów - wkrótce zostanie otwarty. Dostanie się do Sierakowic niejako tylnymi drzwiami.

Więc pytają: co powinni zrobić, żeby zdanie lokalnej społeczności, stanowczo wyrażane w ich własnej sprawie, zostało uszanowane? To gmina nietypowa, w innych mieszkańcy raczej witają dyskonty z radością. Takiego pytania sobie nie zadają. Większość Polaków, wkładając w sklepie towary do koszyka, kieruje się głównie ceną, więc sklepy typu Biedronka czy Lidl cieszą się wielkim powodzeniem. Ale mieszkańcy 19-tys. gminy kaszubskiej myślą inaczej. Oni dyskontów się boją i nie jest to strach bezrozumny, ale dokładnie przemyślany. Wiedzą, że niskie ceny ich na pewno nie wzbogacą, a odwrotnie - mogą zrujnować.

Gmina ma 19 tys. mieszkańców, z czego w samych Sierakowicach mieszka 7 tys. W mediach ogólnopolskich pojawia się regularnie jako rekordzistka naszego przyrostu naturalnego. Nigdzie indziej nie rodzi się aż tyle dzieci. Rodziny dwa plus sześć to w Sierakowicach normalka. Średnia to dwa plus cztery. I, co najważniejsze, wielodzietność nie czyni z nich klientów opieki społecznej. Radzą sobie sami, i to całkiem nieźle. Dlatego bardzo zależy im na tym, żeby nikt z zewnątrz tego nie zmieniał.

Co wspólnego miałyby z tym ewentualne dyskonty? Bardzo dużo. Bo w tej niedużej gminie kaszubskiej, położonej w powiecie kartuskim, co dziesiąta osoba jest przedsiębiorcą. Na terenie gminy zarejestrowanych jest 1,2 tys. małych firm, głównie budowlanych. Każdego dnia rano, o 4.30 dwieście brygad wyrusza na Wybrzeże do pracy. Wracają o 19. Pracują w Ustce, Łebie, Słupsku, Kościerzynie, Trójmieście. I to wcale nie dopiero od 25 lat, ale od zawsze. Dłużej niż pamiętają najstarsi. Zawsze byli pracowici, na efekty także nie narzekali.

W zamożnej gminie nietypowa jest także liczba małych sklepów. W samych Sierakowicach jest ich 150, na terenie gminy - 170. I targowisko, na którym zakupy robią mieszkańcy wielu sąsiednich gmin. Co takiego jest w tych sklepikach, że warto do nich przyjeżdżać z daleka? - zapewnia wójt Tadeusz Kobiela. Kurczaki z miejscowych ferm ubijane są w miejscowych ubojniach i na miejscu przerabiane na wędliny i garmażerkę. Podobnie jak sery i cała spożywka. Smakują inaczej niż tanie wyroby w dyskontach. To, co tutaj zostanie wyprodukowane, na miejscu będzie przerobione i sprzedane. Świeże.

I mieszkańcy chcą, żeby tak pozostało. Boją się, że w momencie, gdy zagnieździ się u nich wielka sieć, to - tak jak gdzie indziej - nie będzie kupować od małych dostawców, ale od wielkich koncernów. Skończy się w Sierakowicach dobrobyt, małe sklepy zaczną plajtować, wielu mieszkańców straci źródło utrzymania. Dokładnie tak, jak dzieje się dziś w całym kraju.

W czym problem? Po to mamy w kraju samorządność, po to co cztery lata wybieramy władze lokalne, żeby prowadziły taką politykę lokalną, jakiej sobie życzą ich społeczności. Okazuje się, że niekoniecznie. Władze i mieszkańcy kaszubskiej gminy Sierakowice nie są w stanie otwarcia Biedronki w ich gminie zablokować. Wchodzi do miasteczka tylnymi drzwiami. Ponieważ plan miejscowego zagospodarowania przestrzennego nie przewiduje budowy żadnych supermarketów, sieć wynajęła pomieszczenia od właściciela byłych delikatesów. Nie narusza planu, bo w tym miejscu był handel i będzie handel. Tyle że na dużo większą skalę. Plany rozbudowy zaakceptował starosta kartuski, nie informując nawet o tym zainteresowanych, czyli gminy.

Wieść o tym, że na rynku w Sierakowicach otwiera się dyskont, dotarła do miasteczka pocztą pantoflową. Starosta kartuski na protesty samorządu pozostaje głuchy. Wójt usłyszał, że w tej sprawie gmina nie jest nawet stroną. Więc gmina odwołała się do wojewody. - pytam w urzędzie wojewody pomorskiego. - słyszę w odpowiedzi. Po co nam więc samorząd? Jak się zastanowić, to i wojewoda niepotrzebny. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj