Każda władza ma wizję państwa i może ją realizować, ale wszystko musi mieścić się w jakichś standardach. Powinna być debata publiczna, spokojne procedowanie, odpowiednie vacatio legis dla nowych ustaw, by państwo i obywatele mogli przygotować się do zmian - wylicza Andrzej Seremet w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". - Teraz mamy zmiany czynione w rewolucyjnym zapale - dodaje.

Krytycznie ocenia również weryfikację, jaką w prokuraturach, służbie cywilnej i mediach przeprowadza rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Wszyscy, którzy pracowali przed 1989 rokiem, wylatują. Nie jest to potrzebne, jesteśmy ćwierć wieku po 1989 roku. Na litość boską, dwie trzecie ludzi i w sądach, i w prokuraturze nie widziało komuny - oburza się Seremet. - A my wciąż mówimy, że brak procesu dekomunizacji to jest to, co przeszkadza w sprawnym funkcjonowaniu prokuratury czy sądów.

Prokurator generalny komentuje również zapowiedzi polityków PiS o konieczności ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku. Jego odpowiedź jest stanowcza:

W Smoleńsku nie było żadnego zamachu, były błędy załogi i rosyjskich kontrolerów. Takie, które nastąpiły w trudnych okolicznościach pogodowych. To doprowadziło do tragedii. Samolot zszedł poniżej dopuszczalnego poziomu zniżania przy braku widoczności, nieumiejętność pracy załogi na niektórych urządzeniach. Na to nałożył się brak doświadczenia załogi, co może się przenosić na ewentualna odpowiedzialność osób, które ją wyznaczyły. Do tego doszło mało stanowcze postępowanie kontrolerów, przede wszystkim związane z możliwością zamknięcia lotniska.

Nie jest łatwo zanegować te ustalenia, są one oparte na rzetelnych materiałach, w większości ustaleniach biegłych - podsumowuje Andrzej Seremet.