Drogę do kolejnej odsłony totalnej inwigilacji otwiera nowa wersja projektu dotyczącego konfiskaty rozszerzonej, autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości. W założeniu ma on pozwolić na przejmowanie majątków, jakich często przez lata dorobili się przestępcy. Ale projektowane regulacje dotyczące podsłuchów rykoszetem uderzą też we właścicieli firm prowadzących swoją działalność zgodnie z prawem. Niewykluczone, że ich konsekwencje odczują nawet osoby, które nie są przedsiębiorcami, a ich związek z majątkiem przestępczym polega na tym, że np. kupiły kradziony samochód (nie wiedząc o tym).

Resort Zbigniewa Ziobry postanowił bowiem przyznać służbom nowe, rozległe uprawnienia dotyczące zakładania podsłuchów, nagrywania prywatnych rozmów telefonicznych, kontrolowania e-maili czy śledzenia internetowej aktywności. I idą one jeszcze dalej niż kompetencje, jakie dała im głośno oprotestowana ustawa inwigilacyjna.

Projekt rozszerza bowiem katalog przestępstw, w przypadku których służby jeszcze przed wszczęciem śledztwa będą mogły prowadzić kontrolę operacyjną. Będzie ona dopuszczalna także w przypadku podejrzenia, że doszło do złożenia nieprawdziwego zeznania lub fałszywego oskarżenia, tworzenia fikcyjnych dowodów czy utrudnienia prowadzenia śledztwa.

– To kolejna ingerencja ustawodawcy w prawo do prywatności – ostrzega Marcin Wolny, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i autor opinii prawnej na temat poprzedniej wersji projektu. – Jest ona o tyle mocniejsza, że będzie dotyczyła bardzo dużej liczby przypadków, potencjalnie obejmując nawet czyny błahe – dodaje.

– Składanie fałszywych zeznań czy utrudnianie prowadzenia postępowania to rzeczywiście istotne przestępstwa, ale czy są one na tyle groźne, żeby przyznawać służbom aż tak szerokie uprawnienia? Mam co do tego duże wątpliwości – przyznaje Wojciech Klicki, prawnik w Fundacji Panoptykon.

Nieograniczony krąg

Pretekstem do wprowadzenia zmian w polskim prawie ma być obowiązek wykonania dyrektywy w sprawie zabezpieczenia i konfiskaty narzędzi służących do popełnienia przestępstwa i korzyści pochodzących z przestępstwa w UE. Wymaga ona, aby kraje członkowskie Unii ustanowiły „niezbędne środki do umożliwienia wykrycia i śledzenia mienia, które ma być objęte zabezpieczeniem i konfiskatą”. Zgodnie z projektem MS jednym z nich ma być dopuszczenie stosowania kontroli operacyjnej, gdy ma ona służyć ujawnieniu mienia zagrożonego przepadkiem.

– Nie trzeba będzie wykazywać, że chodzi o wykrycie czy ustalenie sprawców przestępstwa. Poszukiwanie mienia przestępczego stanie się samoistną podstawą przeprowadzania kontroli operacyjnej – zauważa dr Andrzej Mucha, adwokat w kancelarii Mucha & Lech.

Projektowane zmiany, zdaniem ekspertów, pozwolą na inwigilowanie – i to na długo przed formalnym wszczęciem śledztwa – nie tylko podejrzanych o oszustwo, lecz także osób, które miały choćby przypadkowy kontakt z majątkiem pochodzącym z przestępstwa.

– Jeśli te przepisy zostaną uchwalone, to kontrolą operacyjną będzie można objąć praktycznie każdego – potwierdza dr Mucha.

A to może budzić duże zastrzeżenia z punktu widzenia orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego i standardów strasburskich.

– Rozszerzaniu uprawnień służb powinno towarzyszyć zwiększanie gwarancji przysługujących obywatelom. W projekcie resortu nie ma zaś mowy o gwarancji tajemnicy obrończej ani o obowiązku informowania o inwigilacji osób, które zostały nią objęte – podkreśla Wojciech Klicki, prawnik Fundacji Panoptykon.

Ponadto, jak podnosi Marcin Wolny, prawnik w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, wprowadzenia takich mechanizmów dyrektywa od nas nie wymaga. W świetle projektu ustawy zgodę na założenie podsłuchów czy monitoringu musi wyrazić sąd i to tylko w sytuacji, gdy inne środki okazały się bezskuteczne bądź nieprzydatne. Ale jak pokazuje praktyka, nie daje to gwarancji, że służby nie będą nadużywać swoich uprawnień.

– Wnioski o zarządzenie kontroli operacyjnej są na ogół sformułowane bardzo ogólnikowo. Sądy nie mają czasu ani fizycznych możliwości, by zweryfikować, czy rzeczywiście policja przeprowadziła wszystkie czynności, czy tylko tak twierdzi – zauważa dr Mucha. I dodaje, że funkcjonariusze służb powinni mieć formalny obowiązek wykazania, dlaczego inwigilacja jest w danym przypadku bezwzględnie konieczna.

Projekt ewoluuje

Ale nie wszystkich zmian zaproponowanych w nowej wersji projektu przedsiębiorcy powinni się obawiać. Zniknął przepis, który pozwalał, aby po trzech latach od zawieszenia bądź umorzenia postępowania (np. z powodu niewykrycia sprawcy) zabezpieczone mienie automatycznie przechodziło na własność Skarbu Państwa. Zgodnie z nowym brzmieniem regulacji w takich przypadkach sąd będzie mógł zdecydować o konfiskacie, jeśli „zebrane dowody wskazują, że w razie skazania zostałby orzeczony przepadek”.

Projektodawca rozszerzył też – względem rozwiązań, jakie znalazły się w poprzedniej wersji ustawy – kompetencje zarządcy przymusowego (będzie on wyznaczany, gdy zaistnieje podejrzenie, że przedsiębiorstwo zostało wykorzystane w celu popełnienia przestępstwa). Zgodnie z nowymi propozycjami stanie się on swoistym łącznikiem między pracownikami i kontrahentami firmy a organami ścigania. Zarządca będzie bowiem odpowiadał nie tylko za zapewnienie ciągłości pracy zabezpieczonego przedsiębiorstwa, lecz także za przekazywanie sądowi lub prokuratorowi wszelkich „informacji mających znaczenie dla toczącego się postępowania”, a w szczególności o tym, w jaki sposób było ono wykorzystywane do popełnienia przestępstwa czy ukrycia płynących z niego zysków.

Kontrowersje wywołuje za to nowoprojektowany art. 237 par. 3a kodeks postępowania karnego. Zgodnie z nim, już po wszczęciu postępowania, prokurator będzie mógł zdecydować o założeniu podsłuchów, jeśli uzna, że jest to potrzebne do wykrycia i zidentyfikowania mienia zagrożonego przepadkiem. Wystarczy, że ma to związek z popełnieniem jakiegoś oszustwa.