Choć Bank Światowy nie kojarzy się z badaniami klimatu, to eksperci od ekonomii też widzą skalę zagrożenia. Stopnienie lodowców będzie bowiem miało tragiczny wpływ na całą gospodarkę wodną, rolnictwo, a nawet energetykę krajów położonych u stóp Andów. A to wszystko zdarzy się już za 20 lat, czyli za naszego życia.

Naukowcy pracujący dla Banku Światowego podliczyli, że w ciągu ostatnich 35 lat lodowce w Peru skurczyły się o 35 proc., a ilość wody dopływającej do wybrzeża Pacyfiku, na którym mieszka 60 proc. mieszkańców kraju, zmniejszyła się już o 12 proc.

Z kolei w sąsiedniej Boliwii od 1982 roku zniknęło 82 proc. lodowca Chacaltaya. Kłopoty ma też Ekwador. "Szacujemy, że w ciągu 10 lat koszty wody w stolicy Quito wzrosną o 100 mln dolarów rocznie" - mówi Walter Vergara, specjalista Banku Światowego, który przygotował raport. Oprócz mniejszych zasobów wody pitnej ucierpi też energetyka. Peru, Boliwia i Ekwador aż połowę prądu produkują w elektrowniach wodnych zasilanych rzekami płynącymi ze szczytów Andów. Z kolei Pablo Fajnzylber, starszy ekonomista BŚ na Amerykę Południową, ostrzega, że produkcja rolna w regionie spadnie nawet do 50 proc. do 2100 roku, jeśli nie zacznie się wdrażanie nowych technologii w rolnictwie, a zmiany klimatyczne nie zostaną spowolnione.

Dlatego Bank Światowy przygotowuje specjalny fundusz na wdrażanie technologii niskoemisyjnych, zapowiedziano też 330 mln dolarów pożyczki dla Peru na ochronę środowiska naturalnego.