Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Homoseksualiści wygrywają, bo stali się bardziej konserwatywni

2009-08-07 | Ostatnia aktualizacja: 19:48 | Komentarze: 0 | skomentuj

A zatem mimo zmiany klimatu wokół małżeństw osób tej samej płci, wielu przychylnych decyzji sądów, wystudzenia debaty i częściowego przynajmniej przyjęcia przez obie strony argumentów o równości groźba kolejnej wojny kulturowej jest wciąż realna?
W najbliższych latach wojna kulturowa o małżeństwa homoseksualistów będzie toczyła się w najlepsze, jednocześnie jednak - tak jak do tej pory - będą następowały drobne zmiany. Kluczową sprawą jest status małżeństw osób tej samej płci na poziomie całego kraju. Gdy chodzi o tę właśnie kwestię, znajdujemy się dziś w bardzo interesującym momencie. Z jednej strony rośnie poparcie opinii publicznej dla ich zalegalizowania, z drugiej mało który polityk gotów jest poświęcić dla tej sprawy swoją karierę polityczną. Obama jest tego doskonałym przykładem, dlatego nie zniesie Defense of Marriage Act. Pozostaje również pytanie, czy Sąd Najwyższy rozważy którąś z decyzji sądów niższej instancji, przyznającą homoseksualistom równe prawo do małżeństw. Coraz więcej stanów będzie legalizowało związki homoseksualistów, inne, jak Kalifornia, będą rewidowały swoje wcześniejsze decyzje. Zmiana prawa federalnego w tej sprawie może być jednak kwestią bardzo odległej przyszłości. Czeka nas bardzo długi marsz z wieloma zmianami kierunku.

Polskę na swój sposób łączy ze Stanami Zjednoczonymi centralna rola rodziny zarówno w kulturze, jak i w systemie społeczno-ekonomicznym. Amerykański Defense of Marriage Act ma swój odpowiednik w artykule 18. polskiej konstytucji definiującym małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Czy z amerykańskich sporów o małżeństwa osób tej samej płci płynie jakaś lekcja dla debat toczących się na ten temat w innych krajach?
Szukanie ogólnych recept byłoby zapewne formą kulturowego imperializmu, zwłaszcza że problem małżeństw homoseksualnych jest obecnie ujmowany w Stanach Zjednoczonych na bardzo amerykański sposób jako kwestia równości. Nie chcę przez to powiedzieć, że inne kraje nie uznają równości jako jednej z wartości zasadniczych. Mam jedynie na myśli to, iż w Stanach Zjednoczonych rozumiana jest ona bardzo specyficznie - również przez odniesienie do samych początków państwa powstałego w reakcji na różne formy wykluczenia i podległości panujące w ówczesnej Europie. Na to nakładają się konotacje związane z niewolnictwem i ruchem na rzecz obrony praw obywatelskich Afroamerykanów. Sądzę, że lekcja, jaką ruch na rzecz równości seksualnej może wynieść z amerykańskich doświadczeń, byłaby raczej negatywna. Skupienie się na kwestii małżeństwa, przedstawienie go jako nieskalanego dobra, sprawia, że z pola widzenia znika wiele innych, nie mniej istotnych problemów, którymi zajmowały się wcześniej krytyczne i emancypacyjne ruchy społeczne.

p

*Wendy Brown, amerykańska politolog, jedna z ważniejszych przedstawicielek teorii feministycznej w USA. Wykłada na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Zajmuje się m.in. problematyką tolerancji, suwerenności i globalizacji. Jest autorką książek "States of Injury: Power and Freedom in Late Modernity" (1995), "Politics Out of History" (2001), "Edgework: Critical Essays in Knowledge and Politics" (2005) oraz "Regulating Aversion: Tolerance in the Age of Identity and Empire" (2006).

Źródło: dziennik.pl
« poprzednia12345

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «