Temat zjednoczenia Rumunii i Mołdawii, który od lat wraca w debacie publicznej, ponownie znalazł się w centrum uwagi. Tym razem za sprawą wypowiedzi prezydentki Mołdawii Mai Sandu, która wprost przyznała, jak zagłosowałaby w ewentualnym referendum. Jej słowa padły w momencie szczególnie napiętej sytuacji geopolitycznej w regionie.

Jasna deklaracja prezydentki: zagłosowałabym "za"

Gdyby odbyło się referendum w sprawie zjednoczenia Rumunii z Mołdawią, to zagłosowałbym "za" — powiedziała Maia Sandu w brytyjskim podcaście "The rest is politics". Prezydentka zwróciła uwagę, że w obecnych realiach międzynarodowych małe państwa stoją przed ogromnymi wyzwaniami.

Reklama

— Spójrzmy, co dziś dzieje się w Mołdawii i na świecie. Trudno jest małemu krajowi przetrwać jako demokracja i opierać się Rosji — podkreśliła. W jej ocenie presja ze strony Moskwy jest realnym zagrożeniem dla stabilności i suwerenności kraju.

Społeczeństwo podzielone w sprawie zjednoczenia

Choć słowa prezydentki są jednoznaczne, sama Maia Sandu zaznaczyła, że obecnie idea zjednoczenia z Rumunią nie ma poparcia większości obywateli. Z danych przywoływanych przez portal Newsmaker wynika, że we wrześniowym sondażu 33,4 proc. Mołdawian opowiedziało się za zjednoczeniem, 45,7 proc. było przeciw, a 16,7 proc. nie miało zdania.

To pokazuje, że temat wciąż budzi emocje i dzieli społeczeństwo. Dla wielu obywateli kluczowe są kwestie tożsamościowe, gospodarcze i obawy przed destabilizacją, jaką mogłyby przynieść tak daleko idące zmiany.

Reklama

Unia Europejska jako alternatywna droga

Prezydentka Mołdawii podkreśliła jednak, że w kraju rośnie poparcie dla integracji europejskiej. Jej zdaniem dążenie do członkostwa w Unii Europejskiej jest postrzegane przez wielu obywateli jako sposób na wzmocnienie demokracji i bezpieczeństwa państwa. Maia Sandu zaznaczyła, że to właśnie europejski kierunek daje Mołdawii realne narzędzia do ochrony niezależności politycznej i instytucjonalnej w obliczu zewnętrznych nacisków.

Rosja zwiększa presję na Mołdawię

Kontekst wypowiedzi prezydentki jest nieprzypadkowy. We wrześniu wybory parlamentarne w Mołdawii wygrała proeuropejska Partia Działania i Solidarności (PAS), z której wywodzi się Maia Sandu. Ugrupowanie zdobyło blisko połowę głosów i niemal dwukrotnie wyprzedziło Patriotyczny Blok Wyborczy (BEP) skupiający prorosyjskich socjalistów i komunistów.

Zarówno kampania wyborcza, jak i samo głosowanie były określane w przestrzeni publicznej jako "ostateczna bitwa". Powodem było silne zaangażowanie Rosji, próby przekupywania wyborców oraz szeroko zakrojona kampania dezinformacyjna wymierzona w władze w Kiszyniowie.

Dezinformacja i walka o wpływy

Celem tych działań miało być osłabienie pozycji partii prezydentki i otwarcie drogi do władzy ugrupowaniom opowiadającym się za normalizacją relacji z Moskwą. W trakcie kampanii rosyjska propaganda rozpowszechniała także sensacyjne i nieprawdziwe informacje na temat Mai Sandu.

Wypowiedź prezydentki o możliwym zjednoczeniu z Rumunią wpisuje się więc w szerszy kontekst walki o przyszły kierunek Mołdawii — między Wschodem a Zachodem, między presją Moskwy a europejskimi aspiracjami kraju.