Czwarte Forum Niemcowa odbyło się na początku września w Warszawie – po Brukseli, Berlinie i Pradze. - To jedna z niewielu, a przy tym chyba największa platforma, na której intelektualiści, liderzy, dziennikarze i aktywiści z Rosji mogą się spotkać z europejskimi kolegami i porozmawiać o problemach, które ich trapią – wyjaśniała dla Dziennik.pl współorganizatorka spotkania Anastasija Siergiejewa.

Od kiedy w 2015 r. Boris Niemcow został zamordowany nieopodal Kremla, liderzy rosyjskiej opozycji, szefowie prodemokratycznych fundacji i aktywiści obywatelscy wolą poważne debaty organizować za granicą. Tak jest bezpieczniej i daje to pewność, że dyskusji nie przerwie nagłe wkroczenie funkcjonariuszy policji lub FSB. Na warszawskim forum licznie stawili się przedstawiciele opozycji, z najbardziej rozpoznawalnym jej liderem Aleksiejem Nawalnym na czele. Wprawdzie dwudniowa debata nie przyczyniła się raczej do realnego osłabienia reżimu Władimira Putina, niemniej na pewno została na Kremlu zauważona – od treści ważniejsze jest to, iż się odbyła i gdzie.

Dla rosyjskiej opozycji Warszawa to stolica, która politycznie znaczy o wiele mniej niż Londyn, Berlin czy Waszyngton. Jest za to całkiem blisko Moskwy, a czasami położenie geograficzne ma duże znaczenie.

Dwaj wywrotowcy

Jak w każdy czwartkowy poranek całą długość Prospektu Izmaiłowskiego w Petersburgu obstawiła żandarmeria. Tą drogą minister spraw wewnętrznych Rosji Wiaczesław von Plehwe jeździł na dworzec kolejowy, żeby udać się do Carskiego Sioła, gdzie składał carowi Mikołajowi II swój tygodniowy raport. 15 lipca 1904 r. pod Hotelem Warszawskim na ministra czekało już pięciu członków Organizacji Bojowej Partii Socjalistów-Rewolucjonistów. Dowodzący nimi Borys Sawinkow, choć nie ukończył jeszcze 25 lat, uchodził już za doświadczonego zamachowca. Do partii eserowców ów syn zastępcy prokuratora Wojennego Sądu Okręgowego w Warszawie przyłączył się po relegowaniu go przez władze Uniwersytetu w Sankt Petersburgu z wydziału prawa. Zamiast ścigać wrogów państwa jak ojciec, został terrorystą marzącym o obaleniu cara i gruntownym zreformowaniu Rosji.

Bojownicy obrzucili ładunkami wybuchowymi karetę wiozącą ministra spraw wewnętrznych oraz podążający za nią powóz ochrony. „Nagle w jednolity gwar ulicy wdarł się ciężki i głuchy dziwny dźwięk. Jakby ktoś uderzył żelaznym młotem w żelazną płytę. W tej samej sekundzie zadźwięczały żałobnie rozbite w oknach szyby. Zobaczyłem, jak z trotuaru wzbił się cienki słup szaro-żółtego dymu” – zanotował potem w dzienniku Sawinkow.

Eksplozje rozerwały Wiaczesława von Plehwe i towarzyszące mu osoby, a organizator zamachu stał się najbardziej poszukiwanym w Rosji terrorystą. Wkrótce o ten tytuł zaczął się ścigać z Sawinkowem Józef Piłsudski. Ich drogi życiowe przecięły się dopiero 15 lat później, gdy z wywrotowców wyrośli na przywódców. Gdy w lutym 1917 r. wybuchła w Rosji rewolucja, Sawinkow powrócił do ojczyzny po kilku latach na emigracji. Premier Aleksander Kiereński zaoferował mu stanowisko wiceministra wojny. 

W rozdzieranym konfliktami Rządzie Tymczasowym Borys Sawinkow okazał się jedynym zdecydowanym politykiem. Bunty w armii chciał pacyfikować siłą, a prowokujących je bolszewików stawiać pod mur i rozstrzeliwać. Dobrze wiedział, że ci nie okażą przeciwnikom litości, jeśli zdobędą władzę. Ale wiecznie hamletyzujący premier Kiereński i jego otoczenie okazywali się niezdolni nawet do prostych odruchów samozachowawczych i kierowani przez Lenina komuniści 7 listopada (w kalendarzu juliańskim 25 października) 1917 r. bez problemu opanowali Petersburg. Sawinkow zdołał ukryć się w Moskwie i tam, jak za młodych lat, znów zaczął działać w konspiracji.

Założony przez niego Związek Obrony Ojczyzny i Wolności planował odbicie miasta. Kiedy się to nie udało, były wiceminister wojny przedostał się za Ural, gdzie dołączył do wojsk admirała Aleksandra Kołczaka, który mianował go swoim przedstawicielem w Paryżu. We Francji mało komu chciało się jednak spieszyć z pomocą Rosjanom walczącym z bolszewikami. Niedługo potem głównodowodzący siłami Ententy na Syberii francuski generał Pierre Janin poszedł na układ z dowództwem Armii Czerwonej. W zamian za możliwość spokojnego odwrotu Korpusu Czechosłowackiego oraz reszty sił interwencyjnych wydał bolszewikom Kołczaka. Powiadomiony o tym Lenin rozkazał niebezpiecznego wroga natychmiast rozstrzelać.

CAŁY TEKST CZYTAJ W ELEKTRONICZNEJ WERSJI "DGP">>>