Nic za darmo
Dla części dyskutantów sprawa jest oczywista – chodzi o własność, do której twórca czy wydawca mają pełne prawa, a korzystanie z nich bez ich zgody jest zwykłą kradzieżą.
– przekonywał prof. Wojciech Cellary z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, zwracając uwagę, że za darmowe usługi w sieci de facto też płacimy, chociażby udostępniając swój profil czy oglądając reklamy.
Nie ma wątpliwości, że wydawcy i twórcy tracą na sieciowym piractwie. Czy jednak internet rzeczywiście jest wrogiem prasy i książki? Polemizował z tym Igor Ostrowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji.
– mówił.
Zmiana podejścia
Jako przykład nieszablonowego podejścia Igor Ostrowski wskazywał Chrisa Andersona, który napisał książkę o zmieniającej się rzeczywistości rynkowej „Za darmo. Przyszłość najbardziej radykalnej z cen”.
– powiedział.
– zastanawiał się Jarosław Kuisz, redaktor naczelny „Kultury Liberalnej”.