Bracia Michał i Jacek Karnowscy, którzy kreują się na dziennikarzy niepokornych tym razem postanowili "przemaglować" kolegę po fachu z mediów głównego nurtu. W najnowszym wydaniu tygodnika ukaże się ich wywiad z Tomaszem Sekielskim. Z opublikowanych w salon24.pl fragmentów rozmowy wynika, że dziennikarze wracają do 2005 roku, kiedy to PiS znalazł się u władzy:

Reklama

- Po 2005 roku wszyscy zaczęli walić w PiS jak w bęben. I tak jest do dzisiaj. Nie razi to pana? - spytali Sekielskiego Karnowscy.

- Czasem razi, ale to też nie do końca jest takie czarno-białe. Stworzono po roku 2005 wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory wbrew mediom. To nieprawda, wiele mediów było neutralnych, inne wspierały. Bracia Kaczyńscy byli gośćmi niemal każdego programu, nie narzekali, że to są jakieś polskojęzyczne media, sterowane nie wiadomo przez kogo - oddział Sekielski.

Dziennikarz przyznał, że PiS przed wyborami, w których partia Jarosława Kaczyńskiego doszła do władzy, był lekceważony. Tłumaczył się też z prowokacji, którą zrealizował w programie TVN razem z Renatą Beger.

- Ja nie nazwałem tego taśmami prawdy - powiedział Sekielski, odpowiadając na atak swoich rozmówców, zarzucających mu "polityczną jazdę" przeciw PiS. - Naprawdę, nie mogę odpowiadać za to co inne programy zrobiły ze zdobytym przez nas materiałem. I powiem panom tak: zarzut byłby może i celny gdybym po 2007 roku nie patrzył władzy na ręce. Niektórzy może odwracali wzrok, ale ja zrealizowałem mocne, bolesne dla władzy materiały o Drzewickiem, aferze hazardowej, katastrofie CASY. Zrealizowałem film „Władcy marionetek” o kulisach polityki i PR, głównie ekipy rządzącej, na który Donald Tusk zareagował wściekłością. Ile razy mam udowadniać, że nie jestem wielbłądem? Zaczyna to być lekko irytujące - powiedział Sekielski.