Europoseł PJN podał trzy powody, dla których rezygnuje z prowadzenia bloga na platformie stworzonej przez Igora Janke. - Po pierwsze, nie powinienem nadal udawać, że uważam, iż debatuję tu w "salonie", z "niezależnymi publicystami" - napisał Migalski. Skarżył się na obyczaje panujące w dyskusji pod tekstami, mówił o "chamstwu i wulgarności". - Podobnie jest z "niezależnością" tutejszych trolli - są niezależni jedynie od samodzielnego myślenia. Większość z tych, którzy dokonują wpisów, to pałkarze partii politycznych (ze szczególnym uwzględnieniem PiS i PO), więc trudno liczyć na ich niezależne myślenie - pisał Migalski, używając określenia "tępe młotki".

Drugim powodem, jaki podaje Marek Migalski, jest chęć przeniesienia ruchu na jego własną stronę internetową. A po trzeciej i - jak mówi - najważniejsze, decyzja ta podyktowana jest tym, że przestałem wierzyć w ideę bloga. Dlatego europoseł zdecydował, że jego nowe wpisy nie będą miały możliwości komentowania. Jak tłumaczył, nie wierzy, że debata z internautami ma sens.

- Blogowanie skierowane do szerokiego odbiorcy, musi zakończyć się albo zgodą na udawanie, że służy ono do prowadzenia debaty, albo siedzeniem przed komputerem i usuwaniem 90% komentarzy. Ja mam odwagę to przyznać. A że wyborcy płacą mi nie za walkę z frustratami i zakompleksionymi trollami, i nie powinienem tracić czasu na walkę z nimi, to wybieram formułę blogu bez możliwości dyskutowania - tłumaczy, nazywając nową formę komunikacji "tablicowaniem".