William Shakespeare , dywagując nad tym, czym jest nazwa, stwierdził, że " To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało". Tropem myśli dramaturga postanowili pójść naukowcy z Cornell Univeristy poszukujący sposobu na przekonanie małych dzieci do jedzenia warzyw. Badacze chcieli sprawdzić, czy być może pod inną nazwą odtrącane na co dzień warzywa smakowałyby pociechom bardziej.

By przetestować swój pomysł, naukowcy zdecydowali się na eksperyment z udziałem 186 przedszkolaków. W ramach doświadczenia maluchy codziennie dostawały na lunch marchewkę. Jednak co drugi dzień to samo warzywo było serwowane pod inną nazwą: jednego dnia jako "po prostu marchewka". Kolejnego - jako marchewka rentgenowska (ang. „X-ray Vision Carrots"), czyli w domyśle taką, od której będzie się miało super wzrok.

Jak się okazało, w dniach "marchewki rentgenowskiej" zjadano dwa razy więcej warzyw, niż wtedy, gdy w pudełkach z lunchem lądowała zwykła, banalna marchew. Co ciekawe, przekonanie do pomarańczowego warzywa utrwaliło się - nawet już bez specjalnego nazywania marchewki, po warzywo sięgało o połowę więcej dzieci niż przed eksperymentem.

"Fajne nazwy mogą uczynić jedzenie bardziej atrakcyjnym dla dzieci" - mówi Brain Wansink z Cornell Univeristy, autor badań - "obojętnie, czy będą to brokułowe drzewa dinozaurów, czy gruszki super-mocy, śmieszne nazwy sprawią, że dziecko uzna ich jedzenie za fajną zabawę".

Co ciekawe, podobne jedzeniowo-marketingowe sztuczki działają także na dorosłych. Gdy w restauracji "filet z ryby morskiej" przechrzczono na "soczysty filet z ryby na sposób włoski", po potrawę sięgało o 28 proc. osób więcej.