Zakażenie bakterią helicobacer pylori oraz kiepskie żołnierskie jedzenie przyczyniły się do śmierci cesarza Napoleona. Wrzód tym spowodowany przekształcił się w w raka. Pogłoski, że otruto go arszenikiem nie mają żadnych podstaw - dowodzi międzynarodowy zespół naukowców - pisze DZIENNIK.
Stosunkowo szybka śmierć przebywającego na wygnaniu francuskiego władcy już w XIX wieku uchodziła za tajemniczą. Kiedy bowiem cesarz przybył na wyspę św. Heleny
w październiku 1815 roku, nie narzekał na brak sił witalnych. Jak wspomina, jedna z ówczesnych relacji: "Był to wówczas człowiek o nieprzeciętnej krzepie, dobrze zbudowany".
Przez pierwsze kilka miesięcy swego przymusowego odosobnienia, prawie codziennie jeździł konno. Obserwując go w dzikim pędzie, angielscy strażnicy nadali Bpnapartemu przydomek perpetuum mobile,
bo wydawało się, że jego siły są niewyczerpane.
Nic zatem dziwnego, że kiedy już w lipcu 1816 roku Napoleon poczuł się chory, ludzie z jego otoczenia byli zaskoczeni. Niestety, cesarz nigdy już nie wydobrzał. Aż do śmierci, która nadeszła pięć lat później, cierpiał na różnego rodzaju dolegliwości żołądkowe oraz przeszywające bóle brzucha. Pogarszający się z miesiąca na miesiąc stan zdrowia władcy stał się przedmiotem wielu spekulacji, wedle których był on truty arszenikiem. Zabójcami mieli być Anglicy, którzy rzekomo obawiali się, że generał ucieknie z wyspy św. Heleny (jak niegdyś z wyspy Elba) i ponownie ruszy na podbój Europy. Hipotezę tę potwierdził w latach 60. XX wieku szwedzki dentysta Sten Forshufvud, który odkrył we włosach Napoleona niewielką ilość trucizny.
Tymczasem według autorów zamieszczonej w "Nature Clinical Practice Gastroenterology and Hepatology" pracy, tuż po śmierci ciało cesarza nie wykazywało charakterystycznych oznak zatrucia tą śmiercionośną substancją. Raport z sekcji zwłok generała sporządzony przez jego osobistego lekarza Francesco Antommarchiego, wspominał za to o olbrzymim guzie żołądka.
"I to właśnie ta gastryczna dolegliwość była bezpośrednią przyczyną śmierci Napoleona" - twierdzi jeden z autorów badań prof. Robert Genta, patolog z University of Texas Southwestern Medical Center w Dallas. Według raportu Antommarchiego żołądek cesarza wypełniała ciemna materia przypominająca fusy z kawy, objaw krwotoku, który prawdopodobnie dobił chorego władcę.
Nic zatem dziwnego, że kiedy już w lipcu 1816 roku Napoleon poczuł się chory, ludzie z jego otoczenia byli zaskoczeni. Niestety, cesarz nigdy już nie wydobrzał. Aż do śmierci, która nadeszła pięć lat później, cierpiał na różnego rodzaju dolegliwości żołądkowe oraz przeszywające bóle brzucha. Pogarszający się z miesiąca na miesiąc stan zdrowia władcy stał się przedmiotem wielu spekulacji, wedle których był on truty arszenikiem. Zabójcami mieli być Anglicy, którzy rzekomo obawiali się, że generał ucieknie z wyspy św. Heleny (jak niegdyś z wyspy Elba) i ponownie ruszy na podbój Europy. Hipotezę tę potwierdził w latach 60. XX wieku szwedzki dentysta Sten Forshufvud, który odkrył we włosach Napoleona niewielką ilość trucizny.
Tymczasem według autorów zamieszczonej w "Nature Clinical Practice Gastroenterology and Hepatology" pracy, tuż po śmierci ciało cesarza nie wykazywało charakterystycznych oznak zatrucia tą śmiercionośną substancją. Raport z sekcji zwłok generała sporządzony przez jego osobistego lekarza Francesco Antommarchiego, wspominał za to o olbrzymim guzie żołądka.
"I to właśnie ta gastryczna dolegliwość była bezpośrednią przyczyną śmierci Napoleona" - twierdzi jeden z autorów badań prof. Robert Genta, patolog z University of Texas Southwestern Medical Center w Dallas. Według raportu Antommarchiego żołądek cesarza wypełniała ciemna materia przypominająca fusy z kawy, objaw krwotoku, który prawdopodobnie dobił chorego władcę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl