"Kosmici prosili, by nie ujawniać ich obecności, bo ludzie nie są na to gotowi" - pisze "Daily Mail", cytując wypowiedź profesora Esheda w izraelskim "Yedioth Aharonoth". "Chcą, byśmy najpierw pogodzili się z faktem, że w kosmosie jest życie. Nie jest bowiem ich celem wywołanie paniki na świecie" - dodał izraelski uczony. Jego bowiem zdaniem, zarówno Izrael, jak i USA mają podpisane umowy z członkami "Galaktycznej Federacji", którzy nawiązali z ludźmi kontakt ze swojej bazy na Marsie. Według Esheda, ziemscy naukowcy mają pomóc obcym w eksperymentach badających naturę Wszechświata. Wszystko jest też tak pilnie strzeżone, że gdy Donald Trump miał ujawnić wszystko światu, to obcy doprowadzili do jego porażki w wyborach.

Reklama

"Gdybym powiedział to pięć lat temu, trafiłbym do szpitala"

Eshed wie, że jego rewelacje mogą być różnie przyjęte. "Gdybym powiedział to pięć lat temu, trafiłbym do szpitala. Gdybym powiedział to na wszystkich uczelniach, na których wykładałem, uznaliby, że straciłem rozum. Teraz nie mam nic do stracenia. Dostałem już wszystkie swoje dyplomy i nagrody, a na światowych uniwersytetach jestem szanowany". Swoje teorie opisał nawet w najnowszej książce, w której też opisuje, jak kosmici uratowali świat przed katastrofami atomowymi - pisze "Jerusalem Post". Jak złośliwie dodaje gazeta, pisząc o rewelacjach naukowca, "nie udało nam się skontaktować z przedstawicielami Galaktycznej Federacji z prośbą o komentarz".

Eshed to ojciec izraelskiego programu satelitarnego

Reklama

Sama kariera profesora nie wskazuje, że mamy do czynienia z szaleńcem, żyjącym tylko z bzdurnych teorii. Eshed ma m.in dyplom z elektroniki czy jest doktorem mechaniki i inżynierii lotnictwa. Był też szefem departamentu rozwoju i nauki w izraelskim wywiadzie, a potem został profesorem w Instytucie Badań Kosmosu Techion. Uważa się też go za ojca izraelskiego programu satelitarnego. To on bowiem nadzorował misje, mające wprowadzić na orbitę izraelskie maszyny.