A jeszcze jeden wysiłek? Wydaje się, że będzie nim... kolejna debata z Kwaśniewskim, bardzo prawdopodobna. Obu panom wygodnie było w telewizyjnych fotelach, obaj sporo na tym ugrali - będą więc kontynuowali przedstawienie. I nieważne, czy kolejne sondaże pokażą, że o trzy punkty wygrał poniedziałkową debatę lider LiD, czy prezes PiS. To sprawa wtórna.
Sam fakt skupienia na obu uwagi jest w tym planie zwycięstwem. Zwłaszcza, że żaden w bezpośrednim starciu nie uzyskał wyraźnej przewagi. Nawet w sprawach, które można uznać za ich słabości, radzili sobie nieźle. Kaczyński celnie punktował przeciwnika w sprawach polityki zagranicznej, a Kwaśniewski nie poległ pytany o korupcję w czasach rządów SLD. Obaj też w pierwszych słowach po zakończeniu debaty rzucili swoim współpracownikom, że czują się zwycięzcami.
Wszystko staje się więc jasne: próba zbudowania przez Prawo i Sprawiedliwość podziału sceny politycznej na zderzeniu z Lewicą i Demokratami to nie pomysł na jedno wydarzenie, jedną debatę. Nawet nie na tydzień - ale do końca kampanii. Oczywiście, Platforma też będzie atakowana. Ale w zamyśle sztabowców PiS staje się ona czymś w rodzaju przybudówki do obozu Aleksandra Kwaśniewskiego.
A prezydent? Dostał szansę powrotu do pierwszej ligi, zatarcia fatalnego wrażenia po kijowskim wykładzie, gdzie był mocno niedysponowany, wypromowania LiD-u jako głównej alternatywy dla rządzących. Byłby głupcem, gdyby nie skorzystał, ale nie ma co ukrywać - jest w tej grze aktorem drugoplanowym.
W zamyśle Kaczyńskiego taka rola ma też przypaść Donaldowi Tuskowi. Ta partia ma być atakowana, krytykowana i ośmieszana. Ale konsekwentnie będzie jej odmawiane prawo do debaty, do starcia na szczycie. Chyba, że wykluczy powyborczą koalicję z LiD. To jednak niemożliwe. Taka deklaracja nie może paść przed wyborami. Dlatego nie wierzę w szybkie spotkanie Tusk-Kaczyński.
Spodziewam się za to kolejnych pomysłów propagandowych, mających wmówić Polakom, że tak naprawdę nie wybierają pomiędzy trzema głównymi partiami, ale między III a IV RP - w swoich radykalnych wersjach, bez niuansów. Albo Rywin albo CBA, albo spokój albo rewolucja. Jesteś za - albo przeciw. Tort zostaje podzielony na pół. I już wiemy, dlaczego Kaczyński mówi nagle w środku starcia z Kwaśniewskim o tych zagadkowych 50 procentach - "plus jeden".
Tak wygląda ten plan. Czy może się udać? Czy rzeczywiście da się udawać, jak to określają działacze PO, że ta partia nie istnieje? Dużo tu zależy od postawy Platformy Obywatelskiej. Na razie zaskakuje ona chaotyczną linią i zmianami taktyki. Z jednej strony jej politycy ostentacyjnie ziewają po obejrzeniu debaty, chwilę potem oczekują starcia ze zwycięzcą, a najlepiej z oboma politykami.
Najpierw postanawiają ostrzeliwać obu przeciwników, nazywają Kwaśniewskiego w oficjalnym komunikacie "skompromitowanym postkomunistą", atakują też Kaczyńskiego, by za moment zaproponować ponadpartyjną koalicję wszystkim siłom w nowym Sejmie. Można to zrozumieć - cios wyprowadzony przez Jarosława Kaczyńskiego był naprawdę potężny, zmienił całkowicie wyobrażenie o tej kampanii, spowodował konieczność przemyślenia dotychczasowej strategii PO. Z tego chwilowego zagubienia można wyjść.
Do 21 października jeszcze sporo czasu. Nie widać też, by na razie sondaże Platformy jakoś leciały w dół, choć nie ma jeszcze poważnych badań przeprowadzonych po debacie. Najgorsze, co mogłaby zrobić PO, to wpadnięcie w panikę. Ma tyle atutów, że problemem jest nie brak zaplecza, pieniędzy, kadr - ale stworzenie spójnego pomysłu na dalszy ciąg kampanii. Sztuczka, jakiej próbuje Jarosław Kaczyński, próba wypchnięcia PO poza nurt głównej debaty, wcale nie musi się udać. I można założyć, że PO łatwo się nie podda. Na jej korzyść będzie grała dość chyba trwała niezdolność Aleksandra Kwaśniewskiego do zaangażowania się w codzienną wyborczą bitwę. Owszem, były prezydent pojawi się na debacie, owszem - nagra filmy reklamowe. Ale potem zawsze dziwnie znika. Tym razem może być podobnie.
Ale w rozważaniach o tym, czy Kaczyńskiemu może się udać, warto zadać jeszcze jedno pytanie: czy Polacy są na taki nowy podział gotowi? Czy starcie PiS z LiD opisuje ich emocje, pragnienia, strachy i żale? I tu odpowiedź jest moim zdaniem umiarkowanie pozytywna. Bo o co spieraliśmy się, także na łamach "Faktu", przez ostatnie dwa lata? O III i IV RP. Pierwszą symbolizuje Kwaśniewski, drugą - Kaczyński. O sposoby walki z przestępczością i korupcją - czasy byłego prezydenta i obecnego premiera różnią się w podejściu do tego tematu zasadniczo. O politykę zagraniczną - trudno o bardziej różne języki. O przeszłość - obaj politycy prezentują diametralnie różne stanowiska.
Jest paradoksem, że w większości tych spraw PO biła zaciekle. Jednak jej stanowisko było często centrowe, umiarkowane. Często mądrzejsze niż radykałów z obu stron. Ale to, co w rządzeniu pomaga, w kampanijnej wojnie często przeszkadza. Tak może być i tym razem. I dlatego socjotechniczny zabieg Kaczyńskiego, tak zaskakujący i trochę szatański, może się w sumie udać.