Rozwój Kościoła katolickiego, podobnie jak innych instytucji społecznych, bazował od samego początku na czterech zasadach, które w teologii nazywa się charyzmatami: charyzmatach tradycji i otwarcia, instytucji i ducha.
Charyzmaty te pozostają ze sobą w silnym napięciu i charakteryzują życie wspólnoty chrześcijańskiej, jej sposób myślenia, zachowania. Kościół nie może rozumieć tradycji tylko jako niezmiennego dziedzictwa, lecz musi otwierać ją na współczesność. Otwieranie się na współczesność nie może jednak oznaczać zrywania z tradycją. Napięcia te są widoczne wewnątrz wspólnoty kościelnej - tradycjonaliści i progresiści z jednej strony, charyzmatycy i instytucjonaliści z drugiej. Są one konieczne i ożywcze dla życia Kościoła i religii, kiedy panuje pomiędzy nimi równowaga.
Wzajemnie się bowiem uzupełniają i krytykują. Silniejsze otwarcie wydobywa tradycję z przeszłości, a tradycja broni przed błędnie rozumianym postępem. Duch ożywia martwą literę prawa i puste instytucje, a instytucje i prawo bronią przed błędami ducha. Pisząc o doświadczeniu mistycznym w różnych wspólnotach religijnych XVII w., Leszek Kołakowski w "Świadomości religijnej i więzi kościelnej" zwrócił uwagę, że bez wymiaru mistycznego życie religijne byłoby bezduszne, a bez instytucji nie dałoby się rozróżnić prawdziwego i fałszywego doświadczenia mistycznego.
Schizmy powstają wówczas, gdy napięcia są tak silne, że prowadzą do pęknięcia dopełniających się charyzmatów. Zbyt mocny akcent na tradycję doprowadził w XX wieku do powstania lefebrystów, a zbyt mocny akcent otwarcia i postępu doprowadził do teologii wyzwolenia. Podobnie silne napięcia między duchowym a instytucjonalnym wymiarem wspólnoty religijnej, w tym także zakonnej, może doprowadzić do schizmy. Mechanizm ten opisał Henry Bergson w "Dwóch źródłach moralności i religii", odróżniając religię otwartą i zamkniętą. Religia otwarta jest religią miłości, mistyków, osobistego świadectwa, autentycznych i żywych relacji międzyludzkich. Tylko dzięki takiemu doświadczeniu religijnemu liczni zakonodawcy mogli pociągnąć za sobą rzesze gotowych ich naśladować. Z czasem rodząca się wspólnota przyjmuje reguły i konstytucje, formy instytucjonalne, kostnieje, znika też z niej pierwotny duch założycielski. Pojawiają się wówczas reformatorzy, odkrywcy nowych dróg, którzy na nowo usiłują wlać ducha w martwe instytucje. Jednym z najbardziej znanych przykładów takiego reformatora był w historii Kościoła św. Franciszek z Asyżu, który miał odwagę wystąpić przeciw nadużyciom władzy papieskiej, zeświecczeniu czy bogactwu Kościoła. Taką reformatorką była w XX w. błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty, która opuściła swój pierwotny zakon, aby założyć nowe zgromadzenie. Reformatorzy, zanim jednak okażą się świętymi, mistykami, przez pewien krótszy lub dłuższy czas, kiedy usiłują otworzyć swoje wspólnoty na nowy wymiar duchowy, określani są mianem odszczepieńców czy heretyków. Przekraczając bowiem obowiązujące miary, stanowią wyzwanie dla swych dotychczasowych wspólnot. Jednych jeszcze za życia spotyka uznanie, inni długie wieki na nie oczekują (np. Jan Hus, którego rehabilitacji domagał się prof. Stefan Świerzawski).
Jak jednak duch potrzebny jest instytucji, tak instytucja duchowi. Kto bowiem jest prawdziwym reformatorem, a kto zwodzicielem, może określić jedynie sam instytucjonalny Kościół. Dlatego prawdziwi reformatorzy oddawali swoje racje osądowi Kościoła instytucjonalnego, pozostając mu wierni i posłuszni. Często płacili za to wysoką cenę cierpienia, izolacji, niezrozumienia. Na przykład kardynał Henri de Lubac, zanim został teologiem Soboru Watykańskiego II i kardynałem, przez wiele lat objęty był zakazem publikacji i głoszenia wykładów. Okazało się, że to on głosił prawdę, tylko że zbyt wcześnie. Poddał się jednak rygorowi Kościoła w przeciwieństwie np. do Hansa Künga, który mu się nie poddał.
W przypadku wspólnoty sióstr betanek w Kazimierzu zachodziło jednak nie tylko niebezpieczeństwo schizmy, lecz także sekty. Współcześnie przez sekty nie rozumie się już, jak dawniej, schizmy - głoszenia poglądów religijnych uznanych przez tradycyjne Kościoły za niezgodne z ich prawowierną doktryną, lecz grupy wyznaniowe, w których dokonuje się psychofizycznych manipulacji i instrumentalizacji. Ich celem są bądź zyski materialne, bądź realizacja misji, którą duchowy przywódca usiłuje narzucić pozostałym członkom grupy. W przypadku sióstr w Kazimierzu wydaje się zachodzić ten drugi przypadek. W przeżyciach religijnych sekty radykalnie dominują przeżycia emocjonalne nad racjonalnym myśleniem. To tłumaczy dość dziwne i nieracjonalne zachowania członków sekty, brak reakcji na racjonalną argumentację, ślepa wiara w objawienia przywódcy. Natomiast jedynym kryterium prawdziwości i autentyczności wspólnoty jest jej jedność z Kościołem powszechnym.