Dziennik Gazeta Prawana logo

Między stadem baranów a hordą warchołów

22 listopada 2008, 00:05
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Upadek znaczenia sejmowej komisji śledczej jest tylko jednym z przejawów osłabienia polskiego parlamentaryzmu. Ani Sejm, ani jego komisje, ani w końcu zasiadający w ławach posłowie nie tworzą dzisiaj polityki państwowej. Dlatego z góry wiadomo, że żadne ciało parlamentarne nie ustali ani nie postanowi niczego istotnego w efekcie własnej pracy i własnego namysłu - pisze publicysta DZIENNIKA, Jan Rokita.

O tym, czy były minister Ziobro jest, czy nie jest winien nadużyć władzy, zadecyduje jakaś narada w gabinecie premiera z fachowcami od marketingu. A jeśli premier - co prawdopodobne - straci serce i zainteresowanie dla wniosków komisji, to rozstrzygnie o nich telefonicznie podczas drugiego śniadania dyrektor jego gabinetu. A rebours w tym samym trybie zapadnie decyzja, z jakim nasileniem złości reprezentanci opozycji mają bronić swego dawnego ministra. I nawet trudno o to mieć pretensje do posłów z komisji śledczej. Chcąc być parlamentarzystami, akceptują oni z konieczności aktualny algorytm polityki, wedle którego toczy się gra o władzę między rządem i opozycją. A z algorytmu tego wynika, że wszystko, co czynią w Sejmie służyć musi apoteozie Tuska i gryzieniu Kaczyńskiego. Albo odwrotnie.

Dlatego instytucja komisji śledczej jest niereformowalna w ramach algorytmu dzisiejszej polityki. Może ożyć jedynie, jeśliby kiedyś znowu prawdziwe życie zawitało do polskiego Sejmu. To zaś sprawić by mogła jedynie głęboka reforma konstytucji i prawa wyborczego przywracająca znaczenie temu fundamentalnemu napięciu, które leży u źródeł wszelkiego parlamentaryzmu. Jest to napięcie pomiędzy wolnością posła, która dając mu siłę sprawczą w polityce, czyni go tym samym istotnie odpowiedzialnym przed wyborcami, a lojalnością grupową, dzięki której może on być uczestnikiem obozu sprawującego władzę bądź pozostającego w opozycji. Likwidacja tego napięcia i bezwzględny prymat zasady wolności poselskiej musi przekształcić nieuchronnie parlament w hordę warchołów. Ta niedobra przygoda spotkała polski Sejm w XVII wieku. Ale jego likwidacja przez zabsolutyzowanie zasady lojalności z równą nieuchronnością czyni z parlamentu stado politycznych baranów. To właśnie przydarzyło się polskiemu Sejmowi na naszych oczach.

Obecną komisję śledczą pozbawiła powagi już u początku sama nazwa. Trudno określić jakieś publiczne gremium śmieszniej niż mianem komisji ds. nacisków. Całkowitą jałowość jej prac pośrednio przyznał ostatnio wbrew swym zacnym intencjom sam przewodniczący Andrzej Czuma, potwierdzając publicznie, że komisja kolekcjonuje w swych protokołach fakty i oceny dobrze już wcześniej znane i grzęźnie w śmiesznych procedurach, którym nadaje niemal liturgiczne znaczenie. Ale co ciekawe, komisja przestała już pełnić nawet czysto partyjną funkcję straszaka na PiS i Zbigniewa Ziobrę. Proceduralne namaszczenie zetknięte z pustką jej własnych ustaleń od dłuższego już czasu wzmaga przeświadczenie, że sławetne nadużycia władzy przez Zbigniewa Ziobrę mogły być tylko czczym wymysłem. Że tak jak generalnie rządy PiS osiągnęły perfekcję w udawaniu rewolucji, której nie było, tak też prokurator generalny tej rewolucji bez rewolucji mógł być ledwie prawdziwym czekistą w gębie. I im dłużej takie śledztwo będzie się przeciągać, tym bardziej niewiarygodny będzie jakikolwiek raport próbujący odgrzać sprawę tamtych nadużyć.

Prawdę mówiąc, najroztropniejsze dla wszystkich – w tym zwłaszcza dla państwa – byłoby zawieszenie w obecnych warunkach instytucji komisji śledczej. Ponoć to co wielkie w historii lubi powtarzać się jako parodia. Skończyć czym prędzej pod byle pretekstem z dotychczasowymi komisjami. Nie powoływać nowych. Przyznać amerykańskim wzorem zwykłym komisjom parlamentarnym szersze niż dotąd uprawnienia badawcze, a w niektórych sytuacjach ograniczone uprawnienia śledcze. A na wszelki wypadek, gdyby w obozie władzy miała się znowu kiedyś zdarzyć rzecz o znaczeniu podobnym do afery Rywina, ustanowić jako bezpiecznik instytucję specjalnego prokuratora wyznaczanego w takich razach spośród najwybitniejszych uniwersyteckich znawców prawa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj