Oceniam to wystapienie jako element doraźnej polityki - nagle euro stało się punktem, wokół którego koncentruje się dyskusja. A przecież nie tylko o to chodzi!
>>> Złotówka jest z PiS, a euro z PO?
Oczywiście, cenne jest to, że prezydent mówił o współdziałaniu, bo przestraszeni kryzysem Polacy właśnie tego oczekują.
Wystąpienie było dość ogólne - bez konkretów, a jedyny dotyczył euro. Bo tak naprawdę prezydentowi chodziło o to, żeby trochę tym euro postraszyć.
Wszystkie kraje są teraz w kryzysie bez względu na to, czy
wprowadziły euro, czy nie. Np. Słowacja jako jedyny kraj w Europie ma dobre prognozy gospodarcze.
Wydaje się, że w Polsce toczy się głównie debata polityczna, a nie ekonomiczna. Bo z jednej strony niby jesteśmy
razem, a z drugiej wcale razem nie jesteśmy, bo w sprawie euro się różnimy. A prezydent tym orędziem trochę tę wojnę o euro podkręcił.