Dziennik Gazeta Prawana logo

Romaszewska: Wypieprzono mnie na bruk

19 marca 2009, 10:57
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Przewidywałam możliwość odwołania mnie ze stanowiska dyrektora TV Polonia. Ale odwołanie mnie z telewizji Biełsat było dla mnie szokiem absolutnym. Mam tylko nadzieję, że nie jest to cios w Biełsat - mówi zwolniona we wtorek przez zarząd TVP Agnieszka Romaszewska-Guzy.


We wtorek rozmawiałam z szefem działu filmowego Deutsche Welle. Chcieliśmy podpisać koprodukcję polsko-niemiecką o 1 września 1939 roku. I tu nagle wszedł dyrektor kadr i wręczył wypowiedzenie. Ja z kolei musiałam dokończyć spotkanie, bo nie mogłam im powiedzieć „wracajcie panowie do Berlina, bo ja już nie jestem dyrektorem Polonii” (Agnieszka Romaszewska-Guzy była też dyrektorem w telewizji Polonia – red.).


Przewidywałam możliwość odwołania mnie ze stanowiska dyrektora w telewizji Polonia. Natomiast odwołanie z telewizji Biełsat było dla mnie szokiem absolutnym. Mnie nie tylko odwołano, tylko po prostu wypieprzono na bruk. A właśnie dostałam wielki kosz kwiatów od kolegów z Polonii.


Nie wiem. Mam nadzieję, że nie jest to uderzenie w telewizję. Ona jest dla mnie zdecydowanie czymś więcej niż tylko kwestią mojej posady. To idea, którą udało się zrealizować z niesłychanym bólem i trudem. Po trzech latach telewizja nie tylko powstała, ale nadaje i rozwija się. Gdyby ktoś w 2006 r. powiedział w Mińsku, że to zadziała, to by nikt nie uwierzył. Ale jakie są motywacje pana Farfała? Meandry jego myśli są mi nieznane. Mnie już wyrzucał Robert Kwiatkowski, teraz wyrzuca Piotr Farfał, deportował mnie Aleksander Łukaszenka. Myślę, że obserwatorzy wolności mediów mogliby się przyglądać mojej osobie. To trochę głupio o sobie mówić, ale chyba mam jakieś mediumiczne zdolności.


To byłaby straszna kompromitacja polskiej polityki. Nie powinno być tak – co słusznie napisał u was Jan Rokita – że piraci porywają instytucję państwową. To element polskiej polityki zagranicznej, która powinna być odpowiedzialnie prowadzona.


Dotychczas nic takiego nie nastąpiło. Moi koledzy pracują cały czas. Muszę powiedzieć, że nigdy jeszcze nie pracowałam z tak dobrym zespołem. Oni pracują dla idei. Chcemy uniknąć jakichkolwiek zakłóceń, choć one mogą być. Ja np. nie pojechałam na rozmowę ze szwedzką agencją pomocową SIDA dysponującą wielkimi pieniędzmi. Dwukrotnie wizytowali nas w sprawie pomocy i byłam z nimi umówiona. Musiałam odwołać samolot. Dostaję teraz SMS-y z Białorusi: „Zbieramy się w mińskim biurze i będziemy próbowali ci pomóc. Jesteśmy z tobą. Twoja mińska gwardia”. Ale my samotnie się o wszystko dobijaliśmy. Do dzisiaj nie mamy podpisanego z MSZ aneksu umowy o finansowanie.


Chodzi bardziej o obronę stacji niż mnie. Myślę, że możemy liczyć na posłów, którzy zajmowali się Białorusią. Oni, np. Tyszkiewicz i Borowski, zachowali się bardzo ładnie. Mam nadzieję, że uda się obudzić rząd. Ale na razie ważniejszy jest spór o samolot z prezydentem. A kogo obchodzą nasi ludzie, 140 osób, w Mińsku czy Witebsku? Mam poczucie osamotnienia.


Bardzo się tego boję. Na pewno łatwiej im będzie siać panikę. Tam nie ma wolnych mediów, tylko portale internetowe i plotka, która szybko się rozchodzi. Ci ludzie z tego żyją, zmienili pracę, zostawili uczelnie. Przecież nie mają umów o pracę, pracują półlegalnie. I pójdzie plotka: od jutra zamykają Biełsat. Da Bóg, że kwestia Partnerstwa Wschodniego powstrzyma Łukaszenkę przed uderzeniem w nich, natomiast będzie panika, może być dezorganizacja pracy. Byłam osobą, która mówiła, że się uda: „Koledzy, róbcie”. W poniedziałek spotkałam się z koordynatorami z całej Białorusi i mówiłam, by się trzymali, że mamy pieniądze i że stacja działa. Ludzie na Białorusi zaczęli zakładać anteny. Dla polsko-białoruskich stosunków ewentualnego upadku Biełsatu nawet w 20 lat nie da się odrobić. Całe tamtejsze elity liczą na tę stację. Nas cały czas pytano, czy jesteśmy skuteczni. Bez przerwy musiałam się z tego tłumaczyć. Były nieustające kontrole. Kontrola skarbowa nie wychodziła ode mnie. Prokuratura też pytała o wydatki. Ale prawda jest taka: nie ma nic efektywniejszego na Białorusi, bo angażujemy całą tamtejszą elitę. Dajemy im miejsce do wypowiedzi, możliwość robienia filmów i programów. Ogląda nas mniej niż państwową telewizję czy rosyjskie stacje, ale to i tak cud.


To zależy. Jestem pracownikiem TVP na umowie stałej. Tam jest zapis, że jeżeli skończy się kontrakt dyrektorski, to pracodawca ma obowiązek zaproponować pracę na stanowisku dziennikarskim. Chętnie będę pracować w telewizji Biełsat na stanowisku szeregowego redaktora.

*Agnieszka Romaszewska-Guzy jest wieloletnią dziennikarką TVP, była korespondentką na Białorusi, stworzyła niezależną telewizję białoruską Biełsat i kierowała nią. We wtorek została odwołana przez prezesa TVP Piotra Farfała

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj