Dziennik Gazeta Prawana logo

Ktoś próbuje ukarać mnie za dobrą pracę

27 marca 2009, 10:56
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Ktoś próbuje ukarać mnie za dobrą pracę
Inne
Radiowa "Trójka" za czasów Krzysztofa Skowrońskiego miała wypłacać honoraria za niewykonaną pracę. Rzekome nieprawidłowości miała wykryć wewnętrzna kontrola w radiu. Informacje o jej wynikach opublikowała "Gazeta Wyborcza". Odwołany szef radia odpiera zarzuty w wywiadzie dla DZIENNIKA.


Zarzut jest bezpodstawny. Wszyscy, którzy dostawali pieniądze, brali je za wykonaną pracę. Korporacja dała mi 14 dni na odpowiedź na te zarzuty. Moja odpowiedź jest już prawie gotowa, więc wszystko będzie jasne. Na pewno nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie mam też wyrzutów sumienia, że naraziłem "Trójkę" na jakieś straty. Osoby, które były wymienione w piśmie kontrolnym, to ludzie, którzy przynieśli radiu duże zyski.

"
Honoraria w radiu nie dostaje się tylko za to, że się jest na antenie. Dostaje się je też np. za przygotowanie i wydawanie programu i za inny wkład twórczy. Wszystkie osoby, które otrzymywały honoraria, tworzyły radio, były osobami twórczymi, czyli przysługiwały im normalne honoraria twórcze. Ich prace przynosiły efekt antenowy albo efekt zewnętrzny, np. kwestie PR. Oczywiście można się spierać, czy ktoś został właściwie zaklasyfikowany, ale to wyłącznie spór o interpretację, a nie powód do stawiania zarzutów o nadużycia.


To byli wewnętrzni kontrolerzy, firma robiła wcześniejszy audyt. Kontrolerzy ustalają, co się wydarzyło, i zadają pytania, dlaczego stało się to w ten sposób. Np. dlaczego zostały wypłacone jakieś pieniądze. Dopiero odpowiedź na te pytania daje pełny obraz kontroli. Na razie jesteśmy na etapie pytań.


W "GW" tytuł i podtytuł artykułu mają znaki zapytania. Gdyby istniał pełny protokół pokontrolny, to miałbym szansę się ustosunkować. Dostałem pismo, według którego mam 14 dni na ustosunkowanie się do tego. Właśnie to robię. Wszystkie moje wywody, niektóre dość długie, pokazują jedno: w "Trójce" nie wydawano pieniędzy bez sensu. Oszczędzano je, wydając je jednocześnie na działalność radia. Ważna jest sytuacja ogólna. "Trójka" w 2008 r. była po raz pierwszy radiem dochodowym. Z reklamy i sponsoringu wypłynęło około 35 mln złotych. Wydatki to 32 mln, więc żaden człowiek nie dopłacał z abonamentu do publicznej "Trójki". Ona sama się finansowała i odprowadziła około 3 mln złotych. Powiedziałbym, że to prawdziwy sukces komercyjny wsparty wzrostem słuchalności i upozycjonowaniem się na poziomie rozgłośni opiniotwórczej. Osoby, które pracowały w "Trójce", robiły to bardzo dobrze. Zespół, który stworzyłem, musiał być przecież wynagradzany, a efekt jego pracy jest niewspółmierny do kosztów. Oni przynosili więcej, niż na nich wydawano - w każdym przypadku. Jedne przypadki tłumaczą się wewnątrzradiowymi procedurami trwającymi po kilka miesięcy, inne tłumaczą się kampanią wizerunkową itd.


Tak. Tylko że trzeba było najpierw spojrzeć na wyniki radia, np. wzrost dochodów z reklamy o 30 proc., wzrost słuchalności, dochodu itd. Potem trzeba spojrzeć, kto co zrobił. I wtedy dopiero ma się pewien obraz sytuacji.


Artykuł jest jednostronny. Normalnie, tak jak się uczyłem sztuki dziennikarskiej, dopuszcza się do głosu obie strony. Tak by czytelnicy sami mogli sobie wyrobić zdanie.


Tu nie dano mi szansy odmówić.


Nie, nie dano mi szansy na odmowę. Bo powiedziałbym, że za dwa dni dam pełną odpowiedź. I oczywiście odpowiedziałbym, że nie zgadzam się z tezami kontroli.
Poza tym w artykule nie było wielu rzeczy, które w kontroli wymieniono jako sprawy kontrowersyjne lub ważne. Nie pojawiła się np. ta, że zatrudniłem na etat dwie kobiety w zaawansowanej ciąży (na co kontrolerzy zwrócili uwagę). Albo że daliśmy pieniądze na akcję polegającą na podróży autostopem m.in. niepełnosprawnego i jego opiekuna (co też zainteresowało kontrolerów). W artykule nie było też informacji, że na liście honoraryjnej "Trójki" byli jako komentatorzy dziennikarze "GW" – m.in. Paweł Wroński. A w samym piśmie nie wymieniono dziennikarzy "GW" Andrzeja Kublika czy Dominiki Wielowiejskiej, którzy też byli komentatorami w "Trójce".

"
Jestem szczególnym obiektem zainteresowania, bo "Trójka" odniosła sukces. Gdybym po przyjściu do pracy w lipcu 2006 r. nic nie zrobił i dałbym "Trójce" toczyć się po tych samych koleinach co przedtem, to w 2009 r. nikogo by nie interesowało moje odwołanie. Ponieważ jednak był sukces, trzeba było znaleźć haka czy też pretekst do zwolnienia. To boli.


Agnieszka Kublik ma do tego prawo, ale dlaczego nigdy nie napisała artykułu, w którym by ukazała fakty we właściwych proporcjach? To było jak poszukiwanie usterek w najlepszej limuzynie. Czepianie się, że lampka do czytania źle świeci. Oczywiście, że wszędzie można znaleźć usterki, ale trzeba pokazać całokształt. Np. to, że "Trójka" odniosła sukces.


Tak. Albo przygotowanie do odwołania w innym trybie, dlatego że odwołano mnie ze stanowiska, ale nadal nominalnie jestem dyrektorem "Trójki", bo taki mam kontrakt. Taką mam umowę o pracę, a nikt jej mi nie wypowiedział. Ani nawet nie rozmawiał na ten temat. Również skomplikowana jest sytuacja prawna p.o. prezesa Roberta Wojasa, który nie został wpisany do KRS i być może faktyczny stan jest taki, że nie miał prawa mnie odwołać.


Można tak to tłumaczyć. Jest jakiś powód, dla którego od pewnego czasu w szczególny sposób zajmuje się mną dziennikarka "GW". Na pewno to, co jest napisane w "GW", nie jest zobiektywizowane. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć na podstawie najnowszego artykułu, że nie jest tak, że jego autorka darzy mnie choćby cieniem sympatii. Ale też nie ma to dla mnie większego znaczenia, czy mnie ktoś lubi, czy nie. To są zresztą spekulacje, a ja teraz nie powinienem się im oddawać. Za chwilę ktoś może mnie ścigać nie tylko za to, co robiłem, ale też za moje słowa. Nikt nie lubi być ścigany, ja również.


Jeszcze nie ofiarą. Ale jestem kimś, kogo już ganiają. Ofiarą nie jestem, bo jeszcze żyję.


Nie miałem żadnego sygnału, który mógłby o tym świadczyć. Moje wyjaśnienia, gdzie pokazuję mechanizm i tłumaczę, za co ludzie byli wynagradzani, zamkną tę sprawę. Chyba że ktoś postanowi inaczej, ale na to nie mam wpływu.


Mam prawnika, który cały czas analizuje sytuację. Na dodatek cały czas coś się dzieje. Teraz trwają przygotowania do kolejnej rady nadzorczej. Tekst w "GW" trzeba czytać w kontekście tego wydarzenia.


Rada nadzorcza będzie momentem, w którym może ważyć się los p.o. prezesa Roberta Wijasa. Podobnie jak przyszłość szefa rady nadzorczej Adama Hromiaka. Poprzedni tekst o honorariach też ukazał się w okolicy posiedzenia rady nadzorczej ważnego dla tego, co działo się w Polskim Radiu. Dlatego zastanawiam się nad kontekstem. Jest też pytanie o wynik posiedzenia rady nadzorczej, bo od tego zależą moje dalsze losy. To wszystko odbieram jako próbę wymierzenia kary za dobrą pracę.

* Krzysztof Skowroński był szefem radiowej "Trójki" od lipca 2006 do lutego 2009

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj