. Obrońcy z gniewem i strachem oburzają się na zamach na świetnie działający Instytut. Przeciwnicy z radością przyjęli zapowiedź odpłaty za wszelkie lustracyjne i publikacyjne zbrodnie IPN. Czas więc na egzegezę słów szefa rządu.
Czy Tusk zamknie Instytut? Nie, stanowczo nie. Dla tysiąca powodów. Po pierwsze . Po drugie jest w PO kilka znaczących nazwisk, choćby tylko z powodów symbolicznych, które w życiu nie podniosą ręki na IPN. Są też tysiące wyborców Platformy, którzy wprawdzie nie lubią PiS, ale nie aż tak bardzo, by przyjmować za prawdziwe prostackie równanie IPN do instytucji PiS-owskiej. Po trzecie wreszcie . Po czwarte IPN nie zrobił żadnej realnej krzywdy Platformie. Cierpią - jeśli to cierpieniem można nazwać - ludzie związani z PO bardzo luźno, wyłącznie na zasadzie antykaczyzmu. Tak jak Lech Wałęsa. A PO tanim kosztem może występować w ich obronie, nic nie tracąc, zyskując za to wdzięczność wielu autorytetów. No i po piąte - proces legislacyjny trwa długo, nikomu nie będzie chciało się tego robić. Przy tym nieprzyjemnego szumu byłoby co nie miara. Po co to komu?
Czy zatem Tusk może obciąć pieniądze IPN? Jak najbardziej. Zrobi to jednak z przyczyn budżetowych, a nie ideologicznych. Owszem, ktoś może przy okazji mówić, że to kara za jedną czy drugą książkę. Będzie to jednak tylko propaganda. Prawdziwą przyczyną cięć będzie krótka kołdra, czyli to co zwykle. Nie raz już bowiem obcinano pieniądze Instytutowi.
Po co więc Tusk mówi takie rzeczy? Przewodzi partii szerokofrontowej. Jak ją nazwał prof. Paweł Śpiewak - przewodzi Platformie Wszechpolskiej. Partii, która wystawia w wyborach europejskich Danutę Huebner i Mariana Krzaklewskiego. Skądinąd Wałęsa kilka dni temu zbeształ PO za przygarnięcie Krzaklewskiego. .
Tusk jest świetnym taktykiem - tak twierdzi dobrze go znający, ale i krytyczny wobec niego profesor Śpiewak. . Bo w świecie ludzi obeznanych z historią - należy do niego i premier, magister historii Uniwersytetu Gdańskiego - nikt nie powie, że to, co robi Instytut, jest bezwzględnie złe.