Już w czwartek rano, gdy nie była jeszcze znana decyzja o miejscu obchodów rocznicy 4 czerwca wielu komentatorów snuło następującą wizję: z jednej strony wawelski dziedziniec, tam Donald Tusk, PO, głowy państw. Bardzo godnie, podniośle, ale sztywno. Z drugiej otwarty Plac Solidarności w Gdańsku, trzy krzyże, tłum zwykłych ludzi, napisy "Solidarność" i przemawiający prezydent Kaczyński. Albo prezes Kaczyński. Jak stwierdził związkowiec Guzikiewicz - "my gdzie Solidarność, oni tam, gdzie ZOMO". A już bez tego niestosowengo porównania - tam krawaciarze, a tu zwykli Polacy.

>>>Miecugow: "Premier uciekł z podkulonym ogonem"

Taki obraz pójdzie w Polskę na trzy dni przed wyborami europejskimi. Może to dla PO lepiej, że taki, a nie np. widok walk policji z demonstrantami. Ale też nie idealny. Lech Kaczyński - co zauważył Jan Rokita przypominając obchody 60. rocznicy Powstania Warszawskiego - dobrze wypada na takich uroczystościach. A w dominującym w Polsce dualnym, PO-PiS-owym myśleniu większość wyborców nie rozdzieli rocznicy wydarzeń sprzed 20 lat od bieżącej polityki.

Większość komentatorów gani decyzję Tuska. Jako niesprawiedliwą, szkodliwą, albo nieskuteczną. Nawet, ci najbardziej anty-Pis-owscy mówią, że to tchórzostwo. Albo oddawanie pola przeciwnikowi - co na jedno wychodzi. Są też oburzeni bezsensownymi epitetami wypowiadanymi przez niektórych polityków PO: o warchołach, przestępcach z "Solidarności". Proporcja krytykujących do broniących jest jak dziesięć do jednego. Trudno się przed tym obronić.

>>>Rokita:Donald Tusk okazał słabość

Czuje to przecież związany z Tuskiem Janusz Palikot, który publicznie nazwał błędem decyzję premiera. Skandaliście z Biłgoraja można zarzucić wszystko. Ale nie brak inteligencji. Może to on tym razem ma lepszy słuch społeczny niż słynny kiedyś z tego Donald Tusk.