Czym może się zasłużyć dla swojej partii nieznany bliżej radca prawny z prowincjonalnego miasta, kiedy już dostanie się do Sejmu? W jaki sposób może zwrócić na siebie uwagę lidera swojej partii?

Reklama

Niejaki Sebastian Karpiniuk pochodzący z Kołobrzegu, aby wyróżnić się z anonimowej poselskiej masy oraz zaskarbić sobie wdzięczność swoich partyjnych pryncypałów z Platformy Obywatelskiej, znalazł niezawodny sposób. Przybrał skórę ślepo kąsającego przeciwników politycznych rotweilera. (Tak, tak wiem. Nie wymyśliłem nic oryginalnego. Wszak "bulterier" - Jacek Kurski atakujący wściekle, bryluje od dawna w polityce). PiS- owcy nie są dla Karpiniuka zwykłymi wrogami. To wrogowie śmiertelni. Każdy więc sposób jest dobry, by się nad nimi pastwić. A najlepiej eksterminować z życia politycznego - oto program awansu politycznego Sebastiana Karpiniuka. Wrogowie o numerach 1 i 2 - były premier Jarosław Kaczyński i były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro byli już wcześniej przez niego nieraz wyklinani i napiętnowani.

Siła jego agresji wzrosła niepomiernie kiedy w połowie lutego przejął po Andrzeju Czumie stanowisko szefa sejmowej komisji ds. nacisków. Część posłów jasno widziała niebezpieczeństwo dla normalnego toku prac komisji pod jego kierunkiem. Już przedtem wielokrotnie dał się poznać jako człowiek daleki od choćby minimum obiektywizmu. Kolejne posiedzenia komisji były dla niego okazją do prowadzonych z furią ataków na Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro. Nie oszczędzał też w rozdzielaniu razów pisowskich członków komisji.

W jego pytaniach zwykle zawarta była silna sugestia, że zadaniem komisji nie jest badanie, lecz potwierdzanie z góry przyjętych założeń. Wedle tego założenia, za czasów PiS prokuratura i wymiar sprawiedliwości były instytucjami zdeprawowanymi, łamiącymi prawo. Dlaczego tak się działo? Karpiniuk i tu ma gotową odpowiedź - gdyż wszystkie bez mała ich działania podporządkowane były realizacji brudnych celów politycznych.

Ponieważ na lansowane przez niego tezy jest jak na razie nie ma wielu dowodów, podczas spotkań komisji dochodzi często do sporów. Karpiniuk dyskusji jednak prowadzić nie umie, sam zaś jest człowiekiem konfliktowym, wręcz awanturniczym. Nie chcę powiedzieć prymitywnym, ale, jakby tu rzec..., mało wyrafinowanym. W każdym sporze wali na odlew niczym przysłowiowy chłop cepem. W ten sposób komisja zamienia się w wulkan agresji, a te kończą się wzajemnymi oskarżeniami jej członków.

Ostatnim, ale jakże znamiennym dowodem awanturnictwa Karpiniuka jest pomysł opublikowania cząstkowego raportu komisji ds. nacisków. Nie liczy się dla niego fakt, że prace komisji jeszcze trwają, że do ostatecznych wniosków daleko. Ważne, żeby dokopać wrogom. I to przed wyborami do Europarlamentu? Ta intencja jest nie do ukrycia, choćby nie wiem jak Karpiniuk zaprzeczał. W dodatku, jak sam anonsuje, nic mu w tym nie przeszkodzi. - Nawet jeśli koledzy z PO, nie przyłączą się do mojego pomysłu, to opublikuję szczątkowy raport jako mój autorski - zapowiada.

Żeby go już tak do cna nie oczerniać, chcę powiedzieć, że Sebastian Karpiniuk potrafi też rozbawić czasami. Mnie na przykład rozbawił wyznaniem, że marzy o tym, żeby w jego rodzinnym Kołobrzegu jak za dawnych czasów odbywał się co roku Festiwal Piosenki Żołnierskiej.