"Lech Wałęsa zawsze budził moją spontaniczną niechęć. Wydawał mi się straszliwym krętaczem, kabotynem i manipulatorem" - mówi DZIENNIKOWI Ryszard Bugaj. Na tym jednak nie poprzestaje i dorzuca jeszcze kilka mocnych epitetów. Byłego prezydenta nazywa megalomanem i zarozumiałym człowiekiem.
Byłem zaskoczony tylko do momentu, w którym dowiedziałem się, że bierze za to pieniądze.
Mam osobiście z Lechem Wałęsą ogromny kłopot, związany z tym, że przez pewien czas z bliska obserwowałem, w jaki sposób działa, i myślę, że go poznałem. Budził on moją spontaniczną
niechęć. Wydawał mi się straszliwym krętaczem, kabotynem i manipulatorem.
Pierwszy raz spotkałem Lecha Wałęsę pod koniec września 1980 r. Wtedy, w dobrym towarzystwie, bo z Geremkiem i Mazowieckim, pojechałem do Gdańska, był tam też Andrzej Celiński. Wówczas po
raz pierwszy rozmawiałem z Wałęsą i muszę powiedzieć, że przeżyłem szok. Zobaczyłem tam straszliwego megalomana i człowieka niezwykle zarozumiałego.
p
Całą rozmowę z Ryszardem Bugajem znajdziesz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|