"Nieprawidłowości będą wypalane żelazem" - zapewnia Donald Tusk, komentując sprawę niejasnych finansów Janusza Palikota, swego asa w rękawie, używanego do niewybrednych ataków na przeciwników politycznych.

>>> Pieniądze Palikota z cypryjskiej skrzynki

Piękne to słowa. Jakiż szlachetny mąż je wypowiada? - chciałoby się zapytać. Budująca obietnica. Mówi o niezłomnej woli walki jej autora z nieuczciwością i wszelkim złem.

Ale zaraz, zaraz. Już kiedyś ją słyszałem z ust premiera. Chwilunia. Niech pomyślę. Kiedy to było? Niecałe trzy lata temu.

W jednym z tekstów latem 2006 r. opisałem proceder lewego wyprowadzania pieniędzy z kasy sztabu wyborczego PO przez Marcina Rosoła, ówczesnego dyrektora biura parlamentarnego PO. Tekst miał znamienny tytuł: "Dojenie Platformy". Wszyscy święci w PO, w tym właśnie Donald Tusk, grzmieli podobnie jak dziś. Będziemy dokładnie badać. Nie dopuścimy! Wypalimy! - krzyczano.

>>> Tusk o Palikocie: Nie ma świętych krów

Dla świętego spokoju - albo jak kto woli - dla pozoru zwolniono Rosoła ze stanowiska dyrektora w parlamencie. Ale na posiedzeniach kierownictwa klubu parlamentarnego PO wręcz zakazano w jakiejkolwiek postaci wracać do trefnej sprawy. Zaś zaraz po zwycięskich wyborach jego partyjni zwierzchnicy załatwili Rosołowi miejsce w zależnej od PO Agencji Rozwoju Mazowsza. Na stanowisku dyrektora. Żeby jakoś pupilowi Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska osłodzić doznane krzywdy.

Szybko wytarto z partyjnych kronik PO finansowe machlojki Rosoła i od jesieni 2008 roku pełni on funkcję doradcy ministra sportu Mirosława Drzewieckiego.

Więc o jakim wypalaniu my mówimy...