Dziennik Gazeta Prawana logo

Balazs: Politycy zawłaszczyli eurowybory

5 czerwca 2009, 12:06
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Skutki zamurowania sceny politycznej odczujemy dopiero za kilka lat. Obawiam się praktycznego ograniczenia demokracji - mówi Artur Balazs, były polityk SKL, współtwórca "Solidarności RI". Dlatego czekam na informację o frekwencji w tych wyborach. Może ona potwierdzić moją tezę o ubezwłasnowolnieniu obywateli.


Bo dzisiejsi beneficjenci zwycięstwa nad komunizmem nie potrafią wspólnie podziękować tym, którzy o nie wtedy walczyli. Byłem w budynku Sejmu. Bohaterów tamtych zdarzeń znalazło się na Wiejskiej dziwnie mało, zabrakło prezydenta i premiera. Za duże są dziś społeczne podziały, zbyt wielkie namiętności. Cała Europa u nas gości w osobach szefów parlamentów, a my nie potrafimy razem świętować.


Wina się rozkłada na różne strony. Ja jestem na mszy w Gdańsku, ale mam poczucie, że jeśli świętuję z kimś, to tym samym od razu manifestuję przeciw komuś. Każda ze stron chce zawłaszczyć to wspólne święto.


Może opłaca się dlatego, że brakuje alternatywy. Scena polityczna została zawłaszczona przez obie partie. Ordynacja, system finansowania partii z kieszeni podatników, wykluczają w praktyce konkurencję. To już przestaje być wybór obywateli. To wybór samych polityków.


Scena polityczna do końca się nie ukształtowała. I te ruchy, zmiany, różnorodność wcale nie miały samych złych stron. Polska nie traciła na niej gospodarczo, jej pozycja międzynarodowa też się wzmacniała. To, co jest teraz, podoba mi się dużo mniej. A zaryzykuję twierdzenie, ze skutki zamurowania sceny odczujemy dopiero za kilka lat. Obawiam się praktycznego ograniczenia demokracji. Coraz mniej Polaków ma poczucie, ze ich głos cokolwiek zmienia. Czekam na informację o frekwencji w tych wyborach. Może ona potwierdzić moją tezę o ubezwłasnowolnieniu obywateli.


Ale czy do tego stopnia?


Ja widzę te wybory w kontekście udziału obywatela w polityce. I szukam kogoś, kto mógłby się przeciwstawić temu fatalizmowi, że polityka jest zawłaszczana przez polityków. Zastanawiam się też nad nadchodzącymi wyborami prezydenckimi. Dziś widzi się je jako rozgrywkę między obecnym prezydentem i premierem.


Jeśli do tego dojdzie, nic się nie zmieni, poza tym że pogłębią się nie tylko polityczne, ale także i społeczne podziały. Myślę, że przyszły prezydent powinien te podziały łagodzić. Powinien uosabiać narodową zgodę. Taką postacią jest Jerzy Buzek.


Jest nagłaśniany przez PO jako kandydat na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Nie jest jednak członkiem Platformy. A mam poczucie, że mógłby być kimś więcej. Moim zdaniem Donald Tusk chce go wysłać do europarlamentu, żeby pozbyć się prezydenckiego rywala. Buzek ma olbrzymi autorytet, jest do bólu uczciwy, kocha ludzi. On mógłby uspokoić konflikty. Gdyby Tusk potrafił odłożyć na bok własną ambicję, też wskazałby profesora Buzka jako najlepszego kandydata.


Tylko że jest coś ważniejszego niż wola partyjnych aparatów. To wola obywateli. A obowiązkiem mediów jest przeprowadzić taką debatę. To recepta na spadek zainteresowania Polaków polityką. Oddajmy obywatelom choć w części ich podmiotowość.


Przypomnę, że próbował niedawno ograniczyć finansowanie partii, co zwiększa podmiotowość obywateli. Jeśli robił to szczerze, to dlaczego miałby bać się takiej debaty? Nie powinien wysyłać dwóch swoich największych konkurentów: Cimoszewicza i Buzka, za granicę.


Niech startuje. Ja nie wiem, czy Jerzy Buzek musi być kandydatem PO. Platforma mogłaby go poprzeć, ale byłby to jednak kandydat obywatelski. On się nie wikła w podziały między PiS i PO. Swoje zalety prezydenta ponadpartyjnego ujawniłby w pełni po wygranych wyborach.


To powinien on startować jako ten trzeci. Oni będą się kopać, a on będzie kandydatem dla obywateli.


To jest wyzwanie. Nie rozmawiałem z nim na ten temat. Ale oceniam go jako człowieka, dla którego interes państwa jest przesłaniem najważniejszym.


Ja nie jestem obiektywny, bo byłem ministrem rolnictwa w jego rządzie. Miałem możliwość obserwowania go w najtrudniejszym dla niego czasie, gdy rozstał się politycznie z Marianem Krzaklewskim, gdy był człowiekiem samotnym. Upatruję w nim polityka dużego formatu.


Buzek nie ma takich aspiracji. A czy Tusk jest naturalnym liderem swojego środowiska? A może to tylko polityk, który pozbył się konkurentów wewnątrz Platformy: Andrzeja Olechowskiego, Macieja Płażyńskiego, potem Zyty Gilowskiej i Janka Rokity. To taktyczna zręczność, ale czy coś więcej?


Sprawdźmy to więc w wyborach. Niech pierwsza tura prezydenckich wyborów będzie weryfikacją pańskiej tezy. Tusk powinien się chętnie poddać takiej weryfikacji.


Przyzwyczaili się jednak w sposób mocno ograniczony, skoro coraz mniej chętnie chodzą do wyborów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj