Podjąłem trudną, ale ważną dla mnie decyzję, kandydowania w wyborach na stanowisko prezydenta Wrocławia. Decyzja jest związana z bardzo silną chęcią kontynuowania
tego czego udało się dokonać we Wrocławiu do tej pory. Jest kryzys gospodarczy i bardzo bym nie chciał by w warunkach kryzysu jakiś partyjny aparatczyk zniweczył to, co do tej pory udało się
zrobić we Wrocławiu. Po drugie: owszem. Było mi miło, gdy wymieniano mnie w kontekście wyborów prezydenckich w Polsce. Jednak polityka nie kończy się z dniem dzisiejszym.
Nośnikiem rozwoju Polski są coraz silniej metropolie. Zarówno w sensie cywilizacyjnym, jak kulturowym. To dotyczy też polityki. Widać coraz wyraźniej , że wybory rozstrzygają głosowania w
metropoliach. Jedną z takich coraz silniej liczących się metropolii - która także lada moment będzie zauważalna z perspektywy europejskiej - jest Wrocław. Wybory w Polsce nie zawsze mają
charakter obywatelski, to machiny partyjne wystawiają swoich kandydatów. Zależy mi na tym, aby moje miasto dalej doskonale się rozwijało. Gdybym nie wystartował, to wygrałby któryś z
kandydatów partyjnych. Przy ogromnym szacunku do wszystkich postaci, które będą wymieniane, to ci których znam, nie są ludźmi o wystarczających kompetencjach.
Nie łagodzę swojej diagnozy klasy politycznej. Scena polityczna jest bardzo słaba, partie są silnie zoligarchizowane, utworzono mechanizmy niesprzyjające demokracji. Podtrzymuję w całości tę
diagnozę. Co więcej, nie jestem w niej oryginalny. Większość ludzi myśli podobnie, co potwierdza absencja wyborcza. Tak czy inaczej w Polsce musi dojść do wymiany klasy politycznej. Być
może nie dojdzie do tego tak szybko, jak mi się to wydawało jakiś czas temu. Ale dojdzie do tego na pewno.
Na zawsze rezerwuję sobie prawo do wypowiadania się w sprawach ogólnopolskich. Zauważyłem i powiedziałem to głośno, że hamulce rozwojowe dla Wrocławia, i wielu innych polskich miast, leżą
poza nimi. Wrocław mógłby rozwijać się znacznie szybciej, gdyby rozwiązano wiele problemów na szczeblu ogólnopolskim. Dalej będę akcentował, że wielki proces modernizacyjny jest potrzebny
Polsce. Chociaż jesteśmy dumni z mijającego 20-lecia to jego ocena - jeśli patrzeć na nie pod kątem modernizacji - nie jest specjalnie pozytywna.
Proszę nie przyjmować tego co powiem osobiście, ale pogarda jaką „centralni” obserwatorzy Polski mają dla dokonań samorządów jest porażająca. A przecież gdyby miasta
nie rozwijały się tak dynamicznie, to bylibyśmy wszyscy w ślepym zaułku. Z punktu widzenia warszawocentrycznego Polska jest kierowana decyzjami ministerialnymi, a ja powiem bezczelnie, że o ile
ministrowie w ogóle podejmują decyzje, to one stanowią niewielki procent tego, co rzeczywiście zmienia kraj. Bycie prezydentem tak złożonego tworu jakim jest metropolia wrocławska, to powód
do dumy i uczestnictwo w poważnym procesie cywilizacyjnym. Jeśli coś w Polsce udało się w 20-leciu to właśnie samorządy. Przed dwudziestu laty wykształciły się dwie grupy ludzi, którzy
zajęli się działalnością publiczną. Jedna grupa zabrała się za uprawianie polityki sensu stricto. Takimi przykładami są Donald Tusk czy Grzegorz Schetyna, ale też np. Kazimierz Ujazdowski.
Druga grupa zajęła się pracą w samorządach. I jeżeli któraś z tych grup tworzy bądź zamierza stworzyć choć zręby społeczeństwa obywatelskiego, to z całą pewnością samorządowcy!
Jestem przekonany, że to zjawisko już niedługo będzie bardzo widoczne. Może jeszcze nie teraz, ale z pewnością już niedługo.
Jeśli mam wyrzuty sumienia to dotyczą tylko ich. Ale okazało się, że inaczej rozumieliśmy proces polityczny, w którym braliśmy udział. Koledzy uważają, że można otworzyć scenę
polityczną poprzez wybory prezydenckie w kraju. Nie sposób odmówić takiemu rozumowaniu racjonalności. Ja ze względu na swoje doświadczenie życiowe byłem bliższy obywatelskiego, oddolnego
budowania ruchu. Gdy zorientowałem się, że te myślenia idą dość oddzielnie, to tym bardziej chciałem przeciąć tę sytuację. Gdybym przeciął później, to rozczarowanie moich przyjaciół
byłoby jeszcze większe. Na szczęście polityka polska na tym się nie kończy i głęboko wierzę, że zrobimy jeszcze wiele dobrych rzeczy wspólnie. Nadal bardzo aktywnie będę uczestniczył w
stowarzyszeniu Dolny Śląsk XXI, które jest częścią ruchu. Chciałbym, żeby Dolny Śląsk XXI był wehikułem polityczno-wyborczym w ramach wyborów regionalnych. Moje plany nie są zredukowane
wyłącznie do Wrocławia, obejmują uprawianie aktywnej polityki na szczeblu regionalnym.
Pogrzeb jest przedwcześnie odtrąbiony. Naprawdę nie jestem tak stary, by się z czymkolwiek żegnać ...
Nie mam w zwyczaju zapowiadać czegoś, co jest aż tak odległe. Zresztą w Polsce nie da się prognozować z takim wyprzedzeniem.
Absolutnie niedopuszczalną praktyką jest posługiwanie się aparaturą państwową w sprawach doraźnie politycznych. Mam odwagę postawić taki zarzut Platformie. Ale inna rzecz jest jeszcze
ważniejsza. Gdy wymienia się projekty wrocławskie, które się nie powiodły ze względu na mój spór z Platformą, to muszę powiedzieć, że tu zbiegły się dwie sprawy. Oczywiście
podkładanie nogi i kopanie po kostkach, ale też zwykła nieudolność. Państwo polskie jest bardzo niesprawną instytucją. Nawet gdyby chcieli mi pomóc w sprawach np. Europejskiego Instytutu
Technologicznego, to są tak mało sprawni , że nie potrafiliby tego zrobić. Ta diagnoza nie odnosi się wyłącznie do PO. To dotyczy kilku ostatnich rządów, które miałem
„przyjemność” obserwować.
Nie potrafią dobrze grać, natomiast potrafią nie najgorzej faulować.
Najmocniejszym przykładem jest chyba EIT. Przy Expo było więcej nieudolności niż złej woli. Zaś przy Muzeum wykreślono dotację rządową. To jak sądzę decyzja stricte polityczna.
Proszę zwrócić uwagę, że nie głosował również przeciw, a to w moim przekonaniu pokazuje, że intencje takiego zachowania nie były merytoryczne, ale wprost polityczne. Lokalna PO, z którą
kiedyś byłem w koalicji, rzeczywiście zachowywała się nieelegancko. W sprawach, w których kiedyś głosowała pozytywnie to w tych samych przypadkach obecnie demonstruje zupełnie inne
podejście. Dziś krytykuje rzeczy, które kiedyś komplementowała. Zachowuje się obłudnie. Problem polega na tym, że nieznośny system partyjny zawłaszcza samorządy. Maszynki wyborcze, jakimi
są partie, rekrutują żołnierzy na swoje listy, wstawiają ich do samorządów, natychmiast zabierają im podmiotowość i nie pozwalają im pełnić funkcji, do których zostali powołani. Dla
przedstawicieli partii w samorządach decydentem nie są wyborcy, tylko aparat partyjny. To jest coś z czym się zmagam. Widzę to w PO i jest to moje największe rozczarowanie. Bo ja głupi
naprawdę wierzyłem, że jak Platforma dojdzie do władzy, to druga część jej nazwy, czyli Obywatelska, się ziści. Może źle o mnie to świadczy, ale wierzyłem głęboko.
Nie wiem jak to jest. Z Grzegorzem widuję się kilka razy w roku. Ostatnio przy wmurowaniu kamienia węgielnego pod budowę stadionu we Wrocławiu. Osobiście nie miałem z nim żadnych spięć,
poza medialną wymianą zdań.
„Na motyla”. Wiem jaka była wymiana zdań, ale nie wiem co się działo na zapleczu. Jeśli namawiał swoich „podwładnych” do fauli, to fatalnie. W każdym
razie podajemy sobie ręce.
Lokalna Platforma snuła takie plany, a jej działacze potajemnie przychodzili mi o tym mówić. Taka próba szarpania, ale to nie było bardzo poważne. Natychmiast pokazałem wszystkie delegacje i
wydatki. Ujawniłem wszystko od początku do końca. To co robię powinno być i jest transparentne.
Nerwy nie ucierpiały. Ale trzeba powiedzieć, że jest coś z prawdy w tym, że politykowi takiemu jak ja - zajmującemu się miastem - jest trudno uprawiać politykę krajową. Z powodu braku
czasu. Jeśli były problemy ze zbieżnymi terminami, to ja zawsze rozstrzygałem na korzyść wydarzeń we Wrocławiu. Pewnie ze szkodą dla ruchu Polska XXI. W tym sensie chybione są zarzuty
Platformy, że zaniedbywałem Wrocław. Nie rezygnuję z niczego. U podłoża mojej decyzji nie leżą stosunki z Platformą Obywatelską ani żadną inną partią. Kieruję się jedynie dobrze
pojętym interesem miasta i tylko to się liczy. Dokonałem pozytywnego wyboru, że chcę nadal zostać prezydentem Wrocławia, miasta rosnącego w tempie kilkunastu procent rocznie.