Trzeba nie tylko zdać egzamin maturalny, ale i pokonać sprawdzian z umiejętności albo rozmowę kwalifikacyjną przed ostatecznym przyjęciem na studia – dziś ta zasada obowiązuje na niewielu kierunkach, na przykład na Akademii Wychowania Fizycznego. Minister Barbara Kudrycka chce ułatwić uczelniom stawianie kandydatom dodatkowych wymagań. Miałyby prawo robić to już bez zgody ministerstwa. Jak dużo szkół wyższych skorzysta z tego prawa i w jaki sposób – przekonamy się za dwa lata.

Reklama

W dawnych czasach, gdy młodzi ludzi w odświętnych ubraniach, już po maturze, podążali gdzieś na przełomie czerwca i lipca, aby pocić się przed obliczem uczelnianych komisji, widziałem w formule tego sprawdzianu odrobinę przesady. To prawda – co roku profesorowie byli coraz bardziej przejęci przykładami nieuctwa startującej młodzieży. Ale na przykład na mojej macierzystej historii od absolwentów dobrych i złych liceów żądano takich szczegółów, jakich – ośmielę się twierdzić – nie znał niejeden nestor tej dyscypliny wiedzy. Wszystko zależało od zdrowego rozsądku komisji. Więc od przypadku.

Później przegięto z naddatkiem w drugą stronę. Szacowne uczelnie o tradycjach surowych i precyzyjnych wymagań zmuszone były respektować wyniki egzaminów maturalnych przeprowadzanych – o czym powtarzamy w „Dzienniku” od dawna – według mechanicznego klucza. Klucza maturalnego premiującego często mniej zdolnych, a krzywdzącego samodzielnie myślących.

Może ta nowa, kompromisowa formuła pozwoli pogodzić masowość i pewną standaryzację wymagań przy pokonywaniu tej najważniejszej w życiu absolwenta poprzeczki z wymaganiami akademickimi.Krótko mówiąc, byłoby idealnie, gdyby sami wykładowcy uniwersytetów czy politechnik nadali egzaminacyjnym wynikom odrobinę nowego sensu. Wyławiając zdolnych i samodzielnych i dodając im choć odrobinę punktów.

Wypada więc pani minister w tej korekcie przyklasnąć. Zachęcając ją równocześnie, aby wykazała więcej odwagi w forsowaniu bardziej fundamentalnych reform. Rządowy raport Polska 2030 trafnie zdiagnozował stan naszego życia naukowego jako kiepski. A rząd jest wciąż zbyt nieśmiały, gdy przychodzi oferować uzdrowicielskie recepty.