Trzeba nie tylko zdać egzamin maturalny, ale i pokonać sprawdzian z umiejętności albo rozmowę kwalifikacyjną przed ostatecznym przyjęciem na studia – dziś ta zasada obowiązuje na niewielu kierunkach, na przykład na Akademii Wychowania Fizycznego. Miałyby prawo robić to już bez zgody ministerstwa. Jak dużo szkół wyższych skorzysta z tego prawa i w jaki sposób – przekonamy się za dwa lata.
. To prawda – co roku profesorowie byli coraz bardziej przejęci przykładami nieuctwa startującej młodzieży. Ale na przykład na mojej macierzystej historii od absolwentów dobrych i złych liceów żądano takich szczegółów, jakich – ośmielę się twierdzić – nie znał niejeden nestor tej dyscypliny wiedzy. Wszystko zależało od zdrowego rozsądku komisji. Więc od przypadku.
Szacowne uczelnie o tradycjach surowych i precyzyjnych wymagań zmuszone były respektować wyniki egzaminów maturalnych przeprowadzanych – o czym powtarzamy w „Dzienniku” od dawna – według mechanicznego klucza. Klucza maturalnego premiującego często mniej zdolnych, a krzywdzącego samodzielnie myślących.
Może ta nowa, kompromisowa formuła pozwoli pogodzić masowość i pewną standaryzację wymagań przy pokonywaniu tej najważniejszej w życiu absolwenta poprzeczki z wymaganiami akademickimi. Wyławiając zdolnych i samodzielnych i dodając im choć odrobinę punktów.
Wypada więc pani minister w tej korekcie przyklasnąć. Zachęcając ją równocześnie, aby wykazała więcej odwagi w forsowaniu bardziej fundamentalnych reform. Rządowy raport Polska 2030 trafnie zdiagnozował stan naszego życia naukowego jako kiepski.