Dziennik Gazeta Prawana logo

Afgańska lekcja pokory

12 sierpnia 2009, 12:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Opinia publiczna zrozumiała już, że polskich żołnierzy posłaliśmy na wojnę, a nie misję stabilizacyjną - podkreśla Andrzej Talaga, zastępca redaktora naczelnego DZIENNIKA. Wojsko Polskie przestało być nieopierzonym beniaminkiem, a stało się już dojrzałym wojownikiem.

Jeden żołnierz zabity, czterech rannych - to bilans największej, do tej pory, wymiany ognia między polskim wojskiem a talibami. . W wojnie partyzanckiej zdarza się mordować oraz tracić ludzi w zasadzkach. Pierwszego doświadczyliśmy w Nangar Khel, drugiego teraz. Wojsko Polskie przestało być nieopierzonym beniaminkiem na arenie światowych potyczek. Stało się dojrzałym wojownikiem.

Taki zaś szanuje wroga za bohaterstwo lub przemyślność. Krytycy tymczasem rzadko biorą pod uwagę, że W Afganistanie nie mamy do czynienia z bezmyślną hordą, ale inteligentnym przeciwnikiem. Braki w uzbrojeniu nadrabia on pomysłowością. Dlatego choćby polsko - afgański patrol stosował wszelkie procedury i tak byłby narażony na atak. Dlatego pewnego dnia Dowództwo Operacyjne prześle do mediów komunikat, że talibowie zniszczyli naszego rosomaka z ludźmi w środku. Dotychczas udaje się im tylko uszkodzić "zielone czołgi", ciągle jednak, dzień po dniu, szukają sposobu, by się do nich dobrać. I znajdą go. Takie jest prawo wojny.

Tej bitwy nie można było uniknąć. Nie mają racji, ci którzy wytykają politykom złe przygotowanie i wyposażenie armii lub wojsku stosowanie błędnej taktyki. Na wojnie żołnierze zabijają i giną. Ot, bolesna oczywistość. Nasze siły w Afganistanie są wyposażone dobrze, tworzą je doświadczeni żołnierze, dowództwo stosuje rozsądną taktykę. Nie naraża żołnierzy na niepotrzebne ryzyko. To przeciwnik jest trudny i coraz silniejszy. Nie tylko doskonali techniki walki, ale zdobywa też przychylność lokalnej ludności. Niezależne badania pokazują, że w prowincji Ghazni, z którą odpowiadają Polacy, zdecydowana większości Pasztunów popiera talibów lub przynajmniej życzliwie reaguje na ich propagandę. Rebelianci nie muszą stosować terroru, by kontrolować całe dystrykty. Rok temu jechałem przez Ghazni w konwoju afgańskich sił specjalnych. Nie widziałem ani jednej życzliwej twarzy. Być może nie zawsze jest tak źle, może inni mają lepsze doświadczenia, ale nie łudźmy się - nie kochają nas tam.

Szkolenie afgańskiego wojska niewiele pomoże w zmianie tego stanu rzeczy. W swojej przemyślności rząd Hamida Karzaja bowiem rzuca na ziemie pasztuńskie odziały złożone z Tadżyków, Uzbeków i Hazarów. Często żołnierze nie potrafią nawet porozumieć się z wieśniakami. Oni mówią w dari, a niewykształceni mieszkańcy wsi w paszto. Wojsko, tak, jak Polacy, potrzebuje tłumacza, by się w ogóle dogadać. Czemu Pasztuni z Ghazni mieliby mu zaufać? Czemu mają ufać Polakom?

Trafiliśmy na przeciwnika, który umie i lubi walczyć. Zginą kolejni nasi żołnierze w kolejnych zasadzkach. Czy na pewno jesteśmy na to gotowi? Dojrzały wojownik nie zada takiego pytania, będzie robił swoje, choćby nawet stracił wiarę w sens wojny. A ona będzie trwała długie lata, aż umęczy wszystkich tak bardzo, że NATO wycofa swoje oddziały. Szacunek dla tego, kto będzie wówczas pamiętał po co w ogóle Polska ją toczyła.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj