Jedynym momentem, kiedy mogę się pogodzić z zasądzeniem i wykonaniem wyroku śmierci, jest sytuacja, gdy mamy do czynienia ze zbrodnią przeciwko ludzkości. Wtedy bywa, że jest to jedyna sprawiedliwa kara. Tak było w przypadku Saddama Husajna.
Saddam Husajn przypisał sobie nie ludzkie, a boskie prawa. Uznał, że od niego zależy życie i śmierć jego podwładnych. Ich wina bądź brak winy nie miały tu znaczenia. Tyran uznał siebie po prostu za pana życia i śmierci. Przyznał sobie prawo do decydowania o losie każdego ze swoich podwładnych. Przyznane sobie uzurpatorsko boskie prawo stosował w okrutny sposób. Zabijał niewinnych mężczyzn, niewinne kobiety i niewinne dzieci. Jego ofiar były tysiące.
W wieku XX świat doświadczył najstraszliwszych i najokropniejszych zbrodni, jakie można sobie wyobrazić. Wstrząsnęły nim wielkie totalitaryzmy. Patrząc na liczne zbrodnie, nadal popełniane w różnych miejscach globu, widzimy, że ciągle nie uwolniliśmy się od zła morderczych totalitaryzmów. Zbrodnie Saddama Husajna to po prostu dalszy ciąg makabry XX wieku. Niestety, ona w wielu miejscach nadal trwa.
Takie zło powinno być całkowicie wykorzenione. Skazanie dyktatora na śmierć być może nas przybliży do oczyszczenia świata. Niech inni zbrodniarze widzą, że świat nie godzi się na ich morderstwa, niech spodziewają się, że ich może spotkać podobna, sprawiedliwa kara. Takie wyroki zbliżają nas do uwolnienia ludzkości raz na zawsze od krwawych dyktatorów. Od tyranów, którzy przypisują sobie niemal boskie kompetencje, mordując swoich podwładnych.