Dziennik Gazeta Prawana logo

"Dość kolesiostwa w policji"

12 października 2007, 14:35
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Rozbudowujemy biuro spraw wewnętrznych, słowem: zaostrzamy dyscyplinę. Zmieniłem większość komendantów wojewódzkich i powiatowych. Czy to nie jest sygnał mówiący: panowie, skończyły się czasy kolesiostwa? - mówi DZIENNIKOWI Marek Bieńkowski, komendant główny policji.
JERZY JACHOWICZ: Kto jest winien śmierci dwojga policjantów z Dworca Centralnego?
MAREK BIEŃKOWSKI: Precyzyjnie na to pytanie odpowie prokuratura. Odpowiedzialność
moralną, a także prawną ponosi komendant posterunku z Dworca Centralnego. Nie wolno mu było wydać polecenia takiego wyjazdu. Dlatego natychmiast przekazałem sprawę prokuraturze. Niewątpliwie winę moralną, niewykluczone, że również karną, ponosi Tomasz Serafin, dyrektor departamentu, który jak wiemy pracował na tym komisariacie, był kolegą komendanta tego posterunku. Zadziałało niedopuszczalne w policji kolesiostwo.

A wcześniej nie było przypadków kolesiostwa?
Są jeszcze nawyki z poprzednich okresów, kiedy niektórzy dyrektorzy z MSWiA próbowali dzwonić do komendanta głównego policji i wydawać mu jakieś sugestie, jak ma postępować czy jakie ma podjąć decyzje. Albo wydawać jakieś polecenia bezpośrednio innym policjantom. Nazwę każdego kłamcą, kto by powiedział, że za moją akceptacją jakiś dyrektor wydał polecenie policjantowi. Od listopada 2005 roku taką mam umowę z kierownictwem resortu, że
nikt nie będzie mieszał się do spraw policji. Ja tu rządzę. Marek Bieńkowski. I wszyscy o tym wiedzą.

Jak pan rządzi, jeśli szef posterunku Waldemar Płoński zgadza się na taką prywatę dyrektora?
Nowe porządki trudno zaprowadzić z miesiąca na miesiąc. Dałem jednak wyraźne sygnały wszystkim podwładnym, jakimi zasadami winien kierować się policjant. Sam jeżdżę poza służbą prywatnym samochodem. Wprowadziliśmy do przepisów policyjnych zasadę składania oświadczeń majątkowych. Jeśli złapiemy policjanta na korupcji, traci on policyjną emerytutrę i mieszkanie służbowe. Sprawdzamy też jego uczciwość na wykrywaczu kłamstw. Rozbudowujemy biuro spraw wewnętrznych, słowem: zaostrzamy dyscyplinę. Zmieniłem większość komendantów wojewódzkich i powiatowych. Czy to nie jest sygnał mówiący: panowie, skończyły się czasy kolesiostwa, niejasnych źródeł dochodów.

A czy dotarło już do pana, że nie tylko wśród niższych funkcjonariuszy po tym zdarzeniu panuje fatalna atmosfera?
Zleciliśmy jej zbadanie niezależnym ośrodkom. Wynika, że nastroje są nieco lepsze od tych sprzed dwóch lat. Zmienić może je jednak na lepsze przygotowywana ustawa o modernizacji policji.

Czy pana zdaniem młodzi policjanci z Dworca Centralnego czując w oddechu swojego pasażera alkohol, mieli prawo zażądać od komendanta posterunku polecenia wyjazdu do Siedlec na piśmie?
Przypuszczam, że mieli pełne zaufanie do swojego przełożonego i wierzyli, że zadanie, które im powierzył, jest zgodne z prawem, czyli że komendant posterunku miał zgodę szefa stołecznej policji. W żadnej mierze nie można winić za ten wyjazd już niestety śp. funkcjonariuszy.

Gdzie pan był i co pan robił, kiedy dowiedział się o tym, że dwójka funkcjonariuszy zaginęła?
Byłem w domu. Krótko przed południem zadzwonił do mnie komendant stołeczny. Od razu powiadomiłem szefa resortu Ludwika Dorna, który od ręki zatwierdził moją propozycję. Po pierwsze, że wprowadzamy maksymalne siły funkcjonariuszy i uruchamiamy wszystkie dostępne nam środki techniczne. Zaakceptował też, że trzeba od razu zacząć prowadzić wyjaśnienia tego, co się stało dotychczas i wszystkich kroków następnych, także w odniesieniu do dyrektora Tomasza Serafina.

Kolejnym błędem policji jest to, że wyjechała wozem policyjnym, który nazywa się „radiowóz, a nie było tam radia?
Nie szukam tanich usprawiedliwień, dlaczego do tego doszło. Za wszystko, co się dzieje w policji, odpowiadam ja. Również i za tę tragedię. I zadaję sobie pytanie: Gdzie mogliśmy popełnić błąd? Czy przepisy są wystarczające? Moim zdaniem tak. Niestety zostały złamane. Czy zostało popełnione przestępstwo? Tak. Czy ktoś w policji próbował kryć to przestępstwo? Nie. W policji z całą pewnością nie.

Co to za przestępstwo?
Opóźnienie rozpoczęcia poszukiwań.

Niemożliwe!
Niestety tak. Bo oni rozpoczęli poszukiwania na własną rękę.

Co za oni?
Komendant posterunku i Tomasz Serafin. Byli ze sobą w tym czasie w stałej łączności telefonicznej. Komendant najpierw próbował połączyć się z zaginionymi przez radio. Już to świadczyło o bałaganie, jaki panuje w tej komendzie, bo radio leżało sobie w szafie na posterunku. Komendant wysłał samochód na trasę Warszawa Siedlce. A i sam Tomasz Serafin zaczął jeździć w pobliżu Siedlec własnym samochodem.

Jak długo policjanci będą jeździć jeszcze zdezelowanymi samochodami, w dodatku bez GPS, a nawet, jak w przypadku poloneza, którym odwozili do Siedlec dyrektora Serafina, nawet bez ABS?
To jest pytanie do poprzednich polityków, ale już we wtorek wieczorem, w ten dramatyczny dzień, sejmowa komisja spraw wewnętrznych jednogłośnie przyjęła nasz projekt modernizacji policji. Projekt ten zakłada m.in. że w przeciągu trzech lat kupimy 8 tys. nowych samochodów. Każdy wyposażony w GPS jako niezbędny element bezpieczeństwa policjantów. W tym roku kupiliśmy 500 szt. Projekt zakłada pełną komputeryzację policji. Przewiduje też, że policjanci zaczną wreszcie godnie zarabiać. Nie łudźmy się jednak, że modernizacja poprawi morale policji, jeżeli będzie ona gniła od środka. A dobry przykład może iść tylko z kierowniczych stanowisk. Dlatego zmieniliśmy i będziemy zmieniać, gdy zajdzie potrzeba, ludzi na funkcyjnych miejscach. Zaostrzyliśmy też zdecydowanie kryteria doboru. Nawet w jednym przypadku nie powołałem nikogo z powodów innych niż tylko sprawdzone umiejętności zawodowe. Przyjęliśmy też założenie, że stutysięczna armia musi być nieustannie weryfikowana.

Czy policja drogowa też? Odnoszę wrażenie, że ten pion jest poza wszelką kontrolą.
Rzeczywiście niektórzy policjanci drogowi swoim działaniem sprawiają, że ten obraz polskiej policji jest taki czarny. Nasze wewnętrzne badania mówią, że codziennie w całym kraju ma miejsce ok. 600 „wziątek, czyli łapówek. Z tego lwia część to łapówki przyjęte przez drogówkę. Jednym ze sposobów eliminowania tej plagi jest wprowadzenie zasady, że drogówka nie będzie czaiła się w krzakach, lecz stała w określonych, widocznych dla wszystkich punktach, które wcześniej zostaną podane w internecie. Przekroczenie szybkości będzie rejestrowane głównie przez fotoradary i wideo.

Ale policjanci łapią kierowców nie tylko za nadmierną szybkość.
To racja. Dlatego aby złapać takich przestępców w mundurach, stosujemy coraz częściej prowokacje.

W ostatnich godzinach rozmawiałem z kilkoma funkcjonariuszami z Komendy Stołecznej. Wszyscy oni mówią, że jest wojna między MSWiA a policją. Co to za wojna?
Nie, to nieprawda. Cały czas miałem bezpośredni i wyłączny kontakt z wicepremierem Dornem. Można powiedzieć, że działaliśmy ręka w rękę. Ja podejmując decyzje, a on akceptując je bez zastrzeżeń. Jeśli ktoś sądzi, że ja miałem jakieś sugestie ze strony szefa resortu, żeby coś przykryć w tej sprawie, coś pominąć, to jest w błędzie.

Wydaje się, że przyczyną konfliktu jest kwestia przekazu informacji w tej sprawie. Pojawiały się bowiem informacje wręcz fałszywe, np. że dwójka zaginionych policjantów wyjechała z jakąś misją specjalną. I przekazaniem takiej wiadomości szefostwo MSWiA obarczało policję.
Jeśli były jakieś przekłamania, to z całą pewnością nie pochodziły one z policji. Cały czas podawaliśmy informacje prawdziwe.

Czy powie więc pan ministrowi Dornowi, że przypisywanie policji udzielania fałszywych informacji jest nadużyciem?
Już powiedziałem. Uważam, że za ludźmi powinny przemawiać fakty, dlatego rozpoczęło się postępowanie wyjaśniające, z jakich źródeł pochodziły przekłamania w sprawie zaginionych policjantów.

Rozumiem, że policja nie zatajała niczego?
Dokładnie tak. Kiedy tylko został zebrany wstępny materiał dowodowy o roli pana Serafina, ani przez chwilę nie wahałem się, aby podać do wiadomości publicznej informację o tym, że chodzi o jednego z dyrektorów MSWiA. Natomiast wstrzymywaliśmy się z informacjami, które nie były jeszcze potwierdzone.

Czy pan Serafin powiedział, gdzie i z kim spędzał andrzejkowy zakrapiany wieczór?
Po całonocnym przesłuchaniu, dopiero nad ranem.

Czyli już wiadomo gdzie i z kim?
Tak, ale nie mogę tego powiedzieć, bo to jest w tej chwili objęte tajemnicą śledztwa.

Co pan zamierza zrobić dla bliskich dwójki tragicznie zmarłych policjantów?
Nie ma takiej siły ani takich środków, które byłyby wystarczającą kompensatą dla tych ludzi. Oni do końca życia będą żyli w przekonaniu, że ich najbliżsi zginęli z powodu kolesiostwa. Dlatego zdecydowałem się osobiście powiadomić ojca Justyny Zawadki oraz żonę Tomasza Twardy. Oni są w ciągłym szoku. Mają nieustanne pretensje do policji. Trudno nie przyznać im racji. Wysłałem psychologów, kiedy tylko wyrażali na to zgodę. Ale oni nie zawsze sobie tego życzą. Zgodnie z przepisami policji żona Tomasza Twardy będzie otrzymywała rentę, a jego syn kompensatę za naukę aż do czasu skończenia studiów. Jest też w policji fantastyczny zwyczaj. Rodzinom zmarłych na służbie policjantów pomagają garnizony. Opiekują się nimi jak własnymi rodzinami.


Marek Bieńkowski, prawnik, generał. Absolwent Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Po studiach pracował w kurii biskupiej w Szczecinie. W latach 80. działał w opozycji. Był doradcą Mariana Jurczyka. W latach 1996-1997 był zastępcą komendanta głównego, a w latach 1997-2001 komendantem głównym Straży Granicznej. W 2005 r. powołany na stanowisko komendanta głównego Policji
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj