Expose premiera jest dużo bardziej konkretne niż to, które słyszeliśmy cztery lata temu. Zostało skonstruowane w przemyślany sposób. Mamy w nim mobilizujący narodowy wstęp i przegląd najistotniejszych spraw z podaniem rozwiązań finansowych.

Reklama

To expose daje bardzo wyraźne sygnały. Jest przedstawieniem projektów, których ktoś może nie lubić i dotyczy spraw, z którymi się można nie zgadzać.

Bardzo wyraźny w wystąpieniu premiera był akcent, że planowane działania są zrównoważone. Jeśli jest mowa o utrzymania 50-proc. kosztów uzyskania przychodu dla twórców, to dopiero od pewnej kwoty, tak by nie wywołać oporu. Podobnie w sprawie przesunięcia wieku przechodzenia na emeryturę.

Premier nie uciekał w ogólniki, ale też przedstawione rozwiązania są dowodem szukania równowagi pomiędzy oczekiwaniami a obawami i napięciami, które nieuchronnie towarzyszą takim rozwiązaniom.

Warto zwrócić uwagę, że kilku tematów w expose w ogóle nie było, takich jak zwalczanie bezrobocia czy ochrona zdrowia. Faktem jest, że znalazły się w nim rzeczy, które będą miały największe konsekwencje, a nie takie, co do których wszyscy się zgadzają.

Ideowe podsumowanie w kontekście wydarzeń z 11 listopada pokazuje, że Tusk ustawia swoją koalicję wyraźnie w centrum, rozkładając razy równo na lewo i na prawo. Wydaje się, że jest to zapowiedź działania politycznego na tę kadencję, czyli trzymania równego dystansu między lewicą, dla której najważniejsze stają się obecnie radykalne przemiany obyczajowe i prawicą, która szukała sojuszników po stronie narodowo nastawionych kibiców.

Wygląda na to, że te dwa punkty odniesienia stają się bardzo ważne dla Tuska i dla koalicji. PO i PSL sytuują się jako dwie partie centrowe, które trzymają równy dystans w sprawach obyczajowych od sił na prawicy i na lewicy. Spersonalizowane docenienie Arłukowicza i Gowina to bardzo wyraźna deklaracja.