Polskę i Chiny łączy jeszcze jedno. Nasze solidarnościowe przemiany stały się w 1989 r. dla twardogłowych, chińskich komunistów argumentem za wysłaniem czołgów na plac Niebiańskiego Spokoju. Deng Xiaoping, powołując się na przykład Polski, stwierdził wówczas, że „ustępstwa wiodą do dalszych ustępstw”. Resztę znamy ze słynnego zdjęcia, na którym człowiek określany mianem Tank Mana zagradza drogę kolumnie czołgów wracającej z akcji pacyfikacyjnej.

Od tego roku do listy polsko-chińskich wspólnych doświadczeń dołączy jeszcze jedno. W rocznicę masakry w Pekinie z wizytą na placu Niebiańskiego Spokoju będzie gościć marszałek polskiego Sejmu Ewa Kopacz wraz z przedstawicielami klubów poselskich. W dniu, kiedy polski prezydent w Warszawie będzie świętował upadek komuny, druga osoba w państwie symbolicznie zagra rolę pożytecznego idioty. 10-dniowy wyjazd można było zorganizować tak, by nie zachodził na rocznicowe dni. Sejmowy kotlet okazał się jednak ważniejszy niż wykazanie się dyplomatycznym wyczuciem.

Jak mawiał przewodniczący Mao: „Chiny nie utoną w morzu ani niebo się nie zawali z tego powodu, że brak jest jarzyn i mydła”. Chiny nie utonęłyby też w morzu, gdyby Ewa Kopacz znalazła się w nich kilka dni później.